wyświetlenia
Napój planowany od pół roku
Influencer ujawnił, że jeszcze przed całą akcją ze zbiórką - około pół roku temu - podpisał umowę z Tymbarkiem na stworzenie własnego produktu. Napój miał premierę zaplanowaną na maj i wszystko szło swoim torem, dopóki rzeczywistość nie postawiła obu stron przed trudnym wyborem.
Gdy zbiórka dla Cancer Fighters stała się jednym z największych wydarzeń polskiego internetu, współpraca z Tymbarkiem nabrała zupełnie innego kontekstu. Łatwogang i marka stanęli przed pytaniem: co zrobić z napojem, który miał być zwykłą komercyjną premierą?
Wylać czy nie wylać - oto było pytanie
Jak przyznał sam influencer, jedna z opcji była prosta - wylać napój i po cichu wycofać się ze współpracy. Jednak zarówno Łatwogang, jak i Tymbark uznali, że to nie jest właściwe wyjście.
Zamiast tego marka zdecydowała się na gest, który trudno zignorować. Wszystkie pieniądze ze sprzedaży napoju trafią na fundację Cancer Fighters - bez podziału na marżę, koszty produkcji czy zysk dla twórcy. Cały przychód ze sprzedaży idzie na dzieci walczące z rakiem.
To nie jest koniec
Ta informacja jest ważna z jeszcze jednego powodu - pokazuje, że machina napędzona przez polskich internautów nie zatrzymuje się wraz z zakończeniem streamu. Każda butelka kupiona w sklepie to kolejne pieniądze dla Cancer Fighters - cicho, bez fajerwerków, bez licznika na ekranie.
Zbiórka była spektaklem w najlepszym sensie tego słowa. Napój z Tymbarkiem to już coś innego - długofalowy, spokojny mechanizm, który będzie działał w tle jeszcze przez długi czas po tym, jak internet zajmie się czymś innym.
Rozmowy na Facebooku