wyświetlenia
Nagranie pod artykułem
Przebieg zdarzenia i relacja polskiego kierowcy
Do katastrofy doszło na drodze krajowej DN6 pod Lugoj, gdy czarny minibus z dziesięcioma pasażerami wyprzedzał inny pojazd. Z naprzeciwka nadjeżdżał zestaw drogowy prowadzony przez obywatela Polski. Jak informuje rumuński dziennik Libertatea, polski kierowca był trzeźwy, co potwierdziło badanie alkomatem (0,00 mg/l). Mimo że 43-latek natychmiast podjął próbę hamowania, nie miał szans uniknąć uderzenia, gdy bus nagle i w niewytłumaczalny sposób zjechał prosto pod koła jego ciężarówki.
Poniżej dalsza część artykułu
Konflikt wersji: Awaria systemu czy błąd kierowcy?
Główna linia sporu dotyczy tego, co działo się w kabinie busa na sekundy przed tragedią. Greckie portale To Vima oraz Protothema, powołując się na relację dr. Dimitrisa Koukoullasa, przekazały wstrząsające zeznania jednego z ocalałych pasażerów. Według rannych kibiców system asystenta pasa ruchu (Lane Assist) miał błędnie zinterpretować manewr powrotu na właściwy pas i "zablokować" kierownicę, uniemożliwiając kierowcy jakąkolwiek korektę toru jazdy. Ta wersja wydarzeń stawia pod znakiem zapytania bezpieczeństwo nowoczesnej elektroniki w samochodach.
Tej teorii kategorycznie sprzeciwiają się jednak właściciele pojazdu oraz niektórzy eksperci. Prawnik firmy wynajmującej busa, w wypowiedzi dla portalu Parapolitika, stwierdził, że ten konkretny egzemplarz z 2017 roku w ogóle nie był wyposażony w technologię Lane Assist, co podważa wersję ocalałych o awarii asystenta. Dodatkowo grecki biegły ds. wypadków drogowych, Panagiotis Madias, w analizie dla telewizji publicznej ERT zauważył istotny szczegół na nagraniu wideo: bus tuż przed zderzeniem miał włączony prawy kierunkowskaz. Zdaniem eksperta dowodzi to, że mechanizm kierowniczy reagował na sygnały kierowcy, a nagły skręt w lewo musiał mieć inną, znacznie bardziej mroczną przyczynę.
Poniżej dalsza część artykułu
Szokujące ustalenia rumuńskich śledczych
Podczas gdy w Grecji trwa debata nad stanem technicznym auta, rumuńskie służby badają wątek kryminalny. Stacja informacyjna Digi24 oraz portal News.ro, powołując się na oficjalne źródła w policji, podały, że wstępne badania medycyny sądowej wykazały obecność narkotyków we krwi 29-letniego kierowcy busa. Co więcej, wewnątrz zniszczonego wraku policja miała zabezpieczyć paczki z substancjami niedozwolonymi. Te doniesienia rzucają zupełnie nowe światło na sprawę, sugerując, że tragiczny manewr mógł być wynikiem odurzenia kierowcy, a nie błędu systemów pokładowych.
Tragiczny bilans
W wypadku zginęło siedmiu mężczyzn w wieku od 24 do 30 lat. Trzech rannych pasażerów wciąż przebywa w szpitalu w Temeswarze. Śledztwo prowadzone przez rumuńską prokuraturę przy wsparciu międzynarodowych służb ma ostatecznie rozstrzygnąć, czy tragedia była efektem rzadkiej usterki, czy tragicznego w skutkach błędu ludzkiego pod wpływem nielegalnych substancji.
Rozmowy na Facebooku