wyświetlenia
Na miejscu nie było żadnej taryfy ulgowej. Funkcjonariusze wykonali wobec swojego przełożonego standardowe czynności. Komendant został ukarany mandatem i punktami karnymi, a dodatkowo zatrzymano mu prawo jazdy na trzy miesiące. Jak przekazano, decyzja o zatrzymaniu uprawnień nadal obowiązuje i nie została uchylona.
Sprawa odbiła się szerokim echem także dlatego, że chodzi o osobę stojącą na czele miejskiej komendy. W aucie razem z komendantem jechał też jego pierwszy zastępca. Policja zaznaczyła jednak, że odpowiedzialność za wykroczenie spoczywa wyłącznie na kierującym.
Dopiero później sprawa nabrała dodatkowego rozgłosu. Do Onetu zgłosiła się anonimowa kobieta, która przedstawiła się jako sąsiadka komendanta. Twierdziła, że mimo utraty prawa jazdy nadal widuje go za kierownicą czarnego Audi. W odpowiedzi policja oświadczyła, że wskazany samochód jest użytkowany przez żonę komendanta, która pracuje w pobliżu budynku komendy. Sam Janusz Kiszka zaprzeczył, by po zatrzymaniu prawa jazdy dalej prowadził auto.
W przesłanym oświadczeniu komendant podkreślił, że podczas kontroli wobec niego podjęto stosowne czynności służbowe, a policjanci działali zgodnie z przepisami oraz zasadami etyki zawodowej, zachowując profesjonalizm i bezstronność.
Źródło foto: KMP Przemyśl
Rozmowy na Facebooku