wyświetlenia
Zaczęło się od butelki whisky, którą koledzy uczciwie wypili na pół. Potem, w ramach wieczornej rekreacji, postanowili przejść się po osiedlu. Przyznali rozbrajająco szczerze: „troszkę popiliśmy, troszkę pokrzyczeliśmy”, ale przecież do nikogo problemów nie szukali. W ich mniemaniu nocne wrzaski pod oknami mieszkańców to najwyraźniej forma osiedlowej terapii dźwiękiem, a nie szukanie zaczepki. Nawet wcześniejsza „wymiana rękoczynów” pod sklepem monopolowym, po której na asfalcie zostały plamy krwi, według nich nie miała żadnego związku z późniejszą tragedią. Ot, zwykły, dynamiczny element wieczoru.
Pełny wywiad na dole artykułu
W wywiadzie padają słowa, które zapewne przejdą do historii lokalnego folkloru: „My nigdy nic za darmo nigdy nie robimy”. Trudno jednoznacznie stwierdzić, czy to deklaracja zawodowej etyki, czy może specyficzny cennik osiedlowych usług. Mimo że prokuratura dysponuje nagraniami z monitoringu i zeznaniami o agresywnym zachowaniu grupy, chłopaki idą w zaparte - byli spokojni, tylko „trochę ich poniosło”. Nawet moment, w którym ich kolega ruszył w stronę człowieka z karabinem po strzale ostrzegawczym, tłumaczą odruchem zdenerwowania. Bo przecież, jak mówią, „kto by się nie wkurzył, że ktoś do niego z karabinu mierzy?”.
Cała ta opowieść o „spokojnych chłopakach”, przy których policja znalazła później kastet, a ich znajomi w internecie nawoływali do ogólnopolskiego linczu, tworzy fascynujący, choć groteskowy obraz. Według nich świat jest po prostu niesprawiedliwy.
A to chyba jeden z lepszy komentarzy użytkownika wykop.pl
PanieAreczku napisał:
„(...)strasznie im współczuję, chcieli po prostu kulturalnie spędzić czas na interesujących, ożywionych debatach oksfordzkich na świeżym powietrzu, a mieszkańcy miasteczka ewidentnie szukali zaczepki z tymi niewinnymi chłopakami.
Straszna tam patologia musi być tak swoją drogą, że aż dwa razy ich ktoś zaczepił kiedy oni sobie tylko miedzy soba dyskutowali.
No ale co zrobisz jak nic nie zrobisz. ¯\(ツ)/¯”
Rozmowy na Facebooku