wyświetlenia
Według relacji, początkowo w lokalu były dwa szczury, ale w krótkim czasie liczba zwierząt miała wzrosnąć do dziesiątek, a później setek. Zaniepokojeni widzowie i sąsiedzi zaczęli zgłaszać sprawę m.in. do Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami oraz służb sanitarnych. W materiałach opisywano też warunki w mieszkaniu - bałagan, odchody i narastające zaniedbania.
Jak podawano, pierwsza skuteczna interwencja odbyła się jesienią, gdy na miejscu pojawiły się jednocześnie różne służby, w tym policja, sanepid i przedstawiciele zarządcy budynku (STBS). Wtedy z mieszkania odłowiono ponad 300 szczurów i wywieziono około dwóch ton odpadów. To jednak nie zakończyło problemu - część zwierząt miała już wcześniej przedostać się do stropów i kolejnych mieszkań.
Sytuacja stała się na tyle poważna, że rozważano deratyzację, choć chodzi o szczury hodowlane. W tle pojawił się też wątek prawny: prokuratura miała sprawdzać, czy doszło do znęcania nad zwierzętami, ale według przekazywanych informacji uznano, że właścicielka nie działała z zamiarem ich krzywdzenia. To może oznaczać, że kobieta będzie mogła ubiegać się o odzyskanie zwierząt, czemu sprzeciwiają się przedstawiciele TOZ, którzy po interwencji w praździerniku, widzieli w jakich warunkach te zwierzęta żyły.
Źródło foto: pl.freepik.com. Obraz autorstwa wirestock na Freepik
Rozmowy na Facebooku