Pociąg jadący z Warszawy w stronę Wołomina stanął na stacji, a na peronie pojawiła się policja. Ruch na linii wstrzymano, opóźnienie sięgnęło 40 minut. Policja potwierdza szarpaninę między pasażerami i odepchniętego konduktora. Nagranie krążące w sieci pokazuje jednak więcej i to właśnie ono zrobiło z lokalnej interwencji sprawę oglądaną w całym kraju.

Policja: konduktor próbował rozdzielić pasażerów i został odepchnięty

Przebieg zdarzenia potwierdziła rzeczniczka prasowa Komendy Powiatowej Policji w Wołominie asp. szt. Aneta Nasiłowska. Ze wstępnych ustaleń wynika, że między dwoma pasażerami doszło do szarpaniny, a konduktor, który próbował ich rozdzielić, został odepchnięty. Na miejsce skierowano funkcjonariuszy, a czynności trwały jeszcze długo po zatrzymaniu składu.

Oficjalny komunikat jest na tym etapie oszczędny. Nie ma w nim mowy o motywach awantury ani o narodowości uczestników. Policja nie podała też, czy ktokolwiek został zatrzymany.

Nagranie z wagonu pokazuje więcej

W sieci pojawiło się wideo z wnętrza pociągu, opisane po polsku i po rosyjsku. Według relacji towarzyszącej nagraniu dwaj nietrzeźwi mężczyźni mieli obrażać jednego z podróżnych i wykrzykiwać hasła wymierzone w Ukraińców i Białorusinów. Kiedy do wagonu wkroczyła obsługa pociągu, jeden z nich miał uderzyć pracownika. Wtedy, jak wynika z opisu, reszta pasażerów obezwładniła awanturujących się mężczyzn i wyprowadziła ich ze składu.

Tej części zdarzenia policja na razie nie potwierdziła. W opisie krążącym w sieci pojawia się też stacja Zielonka, podczas gdy policja i lokalne media wskazują sąsiednią Kobyłkę. Obie leżą na tej samej trasie z Warszawy w kierunku Wołomina i Tłuszcza, kilka minut jazdy od siebie.

Czterdzieści minut opóźnienia na całej linii

Pierwsze sygnały o sytuacji przekazała redakcji Warszawy w Pigułce czytelniczka podróżująca tym składem. Z komunikatów ogłaszanych w pociągu wynikało, że interwencja policji trwa, a nie wiadomo, kiedy skład ruszy dalej. Opóźnienie w chwili publikacji materiału wynosiło 40 minut.

Odcinek przez Kobyłkę i Zielonkę obsługiwany jest w szczycie z dużą częstotliwością, więc zatrzymanie jednego pociągu przekłada się natychmiast na opóźnienia kolejnych na całej linii. Awantura w jednym wagonie kosztowała czas kilku tysięcy osób.

Odepchnięcie konduktora to nie jest błaha sprawa

Tu przebiega najważniejsza granica w tej historii. Szarpanina między dwoma pasażerami to naruszenie nietykalności cielesnej ścigane z oskarżenia prywatnego. Bez inicjatywy pokrzywdzonego postępowanie w ogóle nie ruszy i sprawa zwykle kończy się na wylegitymowaniu.

Inaczej wygląda to w momencie, w którym w środku znajdzie się członek obsługi pociągu. Od 9 czerwca 2023 roku drużyny konduktorskie, kierownicy pociągu, maszyniści, dyżurni ruchu i kilka innych grup pracowników kolei korzystają z ochrony przewidzianej dla funkcjonariuszy publicznych podczas pełnienia obowiązków służbowych. Naruszenie nietykalności cielesnej takiej osoby jest przestępstwem ściganym z urzędu, zagrożonym karą do 3 lat pozbawienia wolności. Za czynną napaść kodeks karny przewiduje od roku do 10 lat.

Wcześniej było inaczej. Jeszcze dwie dekady temu orzecznictwo wskazywało, że konduktor takiej ochrony nie ma. Zmianę przepisów wymusiła skala zjawiska. W ankiecie przeprowadzonej wśród pracowników jednego z regionalnych przewoźników 89 procent badanych stwierdziło, że z agresją pasażerów styka się przynajmniej raz w tygodniu.

Jeśli padły hasła o narodowości, dojdzie kolejny przepis

Gdyby ustalenia potwierdziły relację z nagrania, sprawa rozszerzy się o osobną kwalifikację. Publiczne znieważenie osoby z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej lub wyznaniowej zagrożone jest karą do 3 lat pozbawienia wolności. Za groźby motywowane w ten sposób kodeks przewiduje do 5 lat.

Kluczowe będą zabezpieczone nagrania i zeznania podróżnych, których w wagonie było wielu.

To nie dzieje się w próżni

Zdarzenie trafia w moment, w którym takich spraw jest coraz więcej. W pierwszym półroczu 2026 roku obywatele Ukrainy złożyli w Polsce 180 zawiadomień o przestępstwach z nienawiści, o ponad 30 procent więcej niż rok wcześniej, wynika z danych Komendy Głównej Policji przytoczonych przez „Rzeczpospolitą". W całym 2024 roku było ich 267, w 2025 roku 275. Przy utrzymaniu obecnego tempa liczba zgłoszeń może w tym roku sięgnąć około 360.

W połowie lipca opinią publiczną wstrząsnęło nagranie z autobusu w Bielsku-Białej, gdzie 54letni mężczyzna, jak się okazało kierowca miejscowego MZK przebywający na zwolnieniu, wulgarnie zaatakował słownie ukraińskie dziewczynki, w tym dwie jedenastolatki. Usłyszał zarzuty i przyznał się do winy. Kilka dni później w sieci pojawiło się nagranie Ukrainki, której samochód w Warszawie pokryto ksenofobicznymi napisami.

Socjolodzy zwracają uwagę, że statystyki i tak nie oddają pełnego obrazu, bo część poszkodowanych nie zgłasza się na policję ze strachu.

Reakcja, której zwykle brakuje

W większości takich nagrań scenariusz jest ten sam: ktoś krzyczy, ktoś nagrywa, reszta wagonu patrzy w telefon. Tym razem, jeśli relacja z nagrania się potwierdzi, podróżni zareagowali sami, zanim na peronie pojawił się ktokolwiek w mundurze.

Sprawa jest w rękach policjantów z Wołomina. O ewentualnych zarzutach zdecydują ustalenia postępowania i zabezpieczone nagrania.

DOWIEDZ SIE WIECEJ:
„Lubi Pan bić kobiety?" Adam C., który miał brać udział w pobiciu ukraińskiej pary, odpowiadał na pytania podczas doprowadzania do sądu
„Lubi Pan bić kobiety?" Adam C., który miał brać udział w pobiciu ukraińskiej pary, odpowiadał na pytania podczas doprowadzania do sądu
Kobiece „W prawo" doprowadziło do kolizji. Nagranie trafiło do sieci
Kobiece „W prawo" doprowadziło do kolizji. Nagranie trafiło do sieci