Nagranie z zaplecza pokazuje to, czego publiczność spod sceny nigdy nie ogląda: garderobę Skolima i jego zespołu na krótko przed wyjściem do fanów. Zamiast cateringu i gwiazdorskich zachcianek z ridera na stole stanął garnek z żurkiem, podgrzewany na małej kuchence elektrycznej. Uwagę oglądających przykuł jednak jeden szczegół stojący z boku: butelka whisky ze szklankami, do której nikt nie zajrzał.
Garnek na kuchence elektrycznej
Punktem centralnym stołu okazała się zupa. Gorący żurek podgrzewany w garnku na niewielkiej kuchence elektrycznej to obrazek, który z gwiazdorskim zapleczem nie ma wiele wspólnego, a z domową kuchnią bardzo dużo. Sami muzycy tłumaczą to na nagraniu bez ceregieli: to właśnie polski, treściwy żurek daje im siłę do występów.
Reszta wygląda równie zwyczajnie. Świeże bułeczki, cola i oranżada, soki, woda mineralna. Zestaw jak na rodzinnej imprezie.
Butelka, do której nikt nie zajrzał
Z boku stoi jedyny element pasujący do wyobrażeń o koncertowym zapleczu: butelka whisky i przygotowane obok szklanki. I to właśnie ona zebrała najwięcej komentarzy, bo pozostała nierozpoczęta.
Wokół muzyki tanecznej krąży trwały stereotyp mówiący, że alkohol za kulisami jest pozycją obowiązkową, a artyści wychodzą na scenę odpowiednio rozgrzani. Zamknięta butelka obok garnka z zupą jest obrazkiem, którego wielu się nie spodziewało.
117 koncertów w dwa miesiące
Ten kadr ma zresztą twarde uzasadnienie w grafiku. Skolim zaplanował na tegoroczne wakacje 117 koncertów: 62 w lipcu i 55 w sierpniu. Zdarza mu się zagrać kilka występów tego samego dnia, a między miejscowościami przemieszcza się nierzadko helikopterem.
Przy takim tempie garderoba przestaje być miejscem odpoczynku, a staje się punktem serwisowym: zjeść, przebrać się, przejść próbę dźwięku, ruszyć dalej. Garnek żurku i zakręcona butelka to w tym układzie nie ekscentryzm, tylko najbardziej praktyczne rozwiązanie, jakie da się wymyślić.