To jeden z najważniejszych dni w historii Prawa i Sprawiedliwości. W piątek 24 lipca prezes Jarosław Kaczyński wygłosił specjalne oświadczenie, w którym poinformował, że około 30 kilku posłów formacji zrezygnowało z członkostwa w partii. Chodzi o polityków związanych z Mateuszem Morawieckim i jego stowarzyszeniem Rozwój Plus, którzy nie podpisali deklaracji lojalności wobec partii i prezesa. Obóz byłego premiera odpowiada, że nikt żadnej rezygnacji nie składał.

Napięcie w PiS narastało od miesięcy, ale kulminacja nastąpiła w ostatnich dniach. W czwartek o północy upłynął termin ultimatum kierownictwa partii na złożenie przez działaczy kojarzonych z Mateuszem Morawieckim deklaracji lojalności wobec partii i prezesa Jarosława Kaczyńskiego. W piątek w południe prezes wygłosił zapowiadane oświadczenie.

„Około 30 kilku posłów naszej formacji zrezygnowało z członkostwa. We wtorek odbędzie się posiedzenie komitetu politycznego, który przyjmie ten fakt do wiadomości" - przekazał Jarosław Kaczyński.

„Element planu podziału partii"

Prezes PiS nie zostawił wątpliwości, jak ocenia działalność stowarzyszenia Rozwój Plus, założonego przez Mateusza Morawieckiego. „W tej sytuacji nie mogliśmy patrzeć na stowarzyszenie inaczej, niż jako na element planu podziału partii" - stwierdził.

Jak tłumaczył, kierownictwo proponowało kompromis. „To co robiło stowarzyszenie mogło być robione także w ramach partii. Taka propozycja padła (...) Nie zostało to niestety przyjęte. I chociaż poszliśmy na daleko idące ustępstwa, zrezygnowaliśmy z żądania rozwiązania tego ugrupowania (...) to też nie zostało przyjęte" - mówił prezes. Dodał również: „Fakt jest oczywisty, wszyscy wiedzieli, co mają podpisać i jednocześnie wszyscy wiedzieli jakie są skutki niepodpisania. W żadnym wypadku nie chcemy się rozstawać w żadnej niechęci, czy mocniejszych negatywnych uczuciach".

Według nieoficjalnych informacji Polsat News wszyscy posłowie PiS, którzy nie podpisali „lojalek", zostaną wyrzuceni z partii.

Obóz Morawieckiego: nikt nie zrezygnował

Na reakcję drugiej strony nie trzeba było długo czekać. Głos zabrał Piotr Müller, jeden z najbliższych współpracowników byłego premiera. „Żaden z członków Prawa i Sprawiedliwości, który jest w stowarzyszeniu 'Rozwój Plus' nie złożył rezygnacji z członkostwa w partii. Oświadczenia, które były przedstawiane do podpisu nie dotyczyły członkostwa w partii" - podkreślił.

Sam Mateusz Morawiecki jeszcze przed oświadczeniem prezesa przekonywał, że chce pozostać w partii. „Zdecydowanie wciąż jestem jednym z liderów Prawa i Sprawiedliwości. Chociaż może interesujące będzie to, że w ramach naszej kompromisowej postawy zaproponowałem rezygnację ze stanowiska wiceprezesa, abym był zwykłym członkiem PiS" - deklarował na antenie wPolsce24. Były premier napisał także list do Jarosława Kaczyńskiego, do którego dotarł portal wPolityce.pl. „Wierzę, że naszym obowiązkiem jest budować silny i zdolny do zwycięstwa obóz. Naszym przeciwnikiem nie są ludzie po tej samej stronie, lecz Donald Tusk i jego rząd" - brzmi jego fragment. Morawiecki zapowiedział też, że rusza w Polskę w kolejną trasę.

Skąd wziął się konflikt

Tłem piątkowych wydarzeń jest narastający od miesięcy konflikt między zwolennikami Mateusza Morawieckiego, nazywanymi „harcerzami", a grupą skupioną między innymi wokół Przemysława Czarnka, Jacka Sasina, Tobiasza Bocheńskiego i Patryka Jakiego, zwaną „maślarzami".

Jednym z punktów zapalnych była marcowa decyzja o wskazaniu Przemysława Czarnka na kandydata PiS na premiera, co część działaczy oceniła jako wyraźne wzmocnienie jego środowiska. To właśnie wtedy Morawiecki rozpoczął budowę własnego zaplecza politycznego i powołał stowarzyszenie Rozwój Plus, które liczy około 44 parlamentarzystów PiS. W odpowiedzi Jacek Sasin powołał stowarzyszenie „Po pierwsze Polska", które jeszcze pierwszego dnia ultimatum zakończyło działalność.

Burza komentarzy

W partii zawrzało. Część posłów, którzy nie podpisali deklaracji, publicznie protestuje przeciwko wypychaniu ich z ugrupowania. „Lojalki nie podpisałem i nie podpiszę. W PiS jestem od ponad 25 lat. Zawsze wierny; zawsze lojalny; zawsze do dyspozycji i na rozkaz. Nie wypychajcie mnie i nie wyrzucajcie mnie z mojej partii" - zadeklarował poseł Sylwester Tułajew. „Serce mi pęknie" - napisała posłanka Anna Kwiecień.

Zupełnie inaczej sytuację widzi druga strona sporu. „Dobra, szybka decyzja. Jeśli komuś przeszkadza Prawo i Sprawiedliwość, niech idzie swoją drogą. To trzeba było przeciąć" - zaapelował Michał Wójcik. Patryk Jaki ocenił z kolei, że otoczenie Morawieckiego od dawna przygotowywało budowę odrębnej partii, na co „żaden lider nie może się zgodzić".

Głos zabrali też politycy spoza PiS. Marcin Mastalerek, były szef Gabinetu Prezydenta Andrzeja Dudy, pytany, czy Jarosław Kaczyński stracił panowanie nad PiS, odparł: „Oczywiste. Tak". Ocenił również, że Morawiecki ze swoją partią przekroczy próg wyborczy i w ciągu czterech do sześciu lat zastąpi PiS. Z kolei Ryszard Petru z Centrum przewiduje, że „dziś podział, a przed wyborami znów się połączą - dokładnie jak z grupą Ziobry".

We wtorek zbierze się komitet polityczny PiS, który ma formalnie przyjąć rezygnacje do wiadomości. Wtedy też powinno się wyjaśnić, czy rozłam stanie się faktem dokonanym, czy obie strony podejmą jeszcze próbę porozumienia.

DOWIEDZ SIE WIECEJ:
Po nalocie na WORD w Zielonej Górze zarzuty dla 20 osób. Jedna trafiła do aresztu
Po nalocie na WORD w Zielonej Górze zarzuty dla 20 osób. Jedna trafiła do aresztu
W Gdańsku zapalił się rower elektryczny. Bateria strzelała jak dobre fajerwerki w sylwestra
W Gdańsku zapalił się rower elektryczny. Bateria strzelała jak dobre fajerwerki w sylwestra