Nagranie z gdańskiego parkingu z 3 czerwca krąży w sieci. Widać na nim mężczyznę, który po tym jak sam nie ustąpił pierwszeństwa motocykliście - wyskoczył z samochodu z długą poziomicą budowlaną i ruszył z nią na jednoślad niczym z mieczem.
Wyjazd bez patrzenia i klakson w odpowiedzi
Motocyklista poruszał się osiedlową alejką z prędkością maksymalnie 10-15 km/h. Świadomie trzymał się bliżej lewej strony - wiedział, że z prostopadłych miejsc parkingowych w każdej chwili może wyjechać samochód. Instynkt go nie zawiódł. Jeden z kierowców ruszył bez upewnienia się, że ma wolną drogę. Motocykliście udało się w ostatniej chwili uniknąć zderzenia - użył klaksonu, żeby ostrzec agresora.
Gdy odwrócił się, zobaczył, że kierowca coś głośno wykrzykuje i nerwowo wymachuje rękoma.
Poziomicą jak mieczem
Motocyklista zawrócił, żeby spokojnie wyjaśnić sytuację. To był impuls, którego agresywny mężczyzna najwyraźniej tylko czekał. Wysiadł z samochodu, wyciągnął z pojazdu długą poziomicę budowlaną i ruszył z nią w stronę motocyklisty, rzucając przy tym kolejne wulgaryzmy i obelgi.
Autor nagrania zachował zimną krew. Poinformował agresora, że całe zdarzenie jest rejestrowane przez kamerę - i spokojnie odjechał.
"Takie zachowanie trzeba tępić"
Pod nagraniem motocyklista opisał całe zajście własnymi słowami, kończąc komentarzem: "Jestem kierowcą auta i motocykla i jak popełniam błąd przepraszam i jadę dalej. Takie zachowanie trzeba tępić."
Zachowanie mężczyzny z poziomicą może wyczerpywać znamiona co najmniej kilku przestępstw - od groźby karalnej, przez czynną napaść z narzędziem, aż po zmuszanie do określonego zachowania. Nagranie z kamery motocyklowej stanowiłoby w takiej sprawie kluczowy materiał dowodowy.