Finał mistrzostw świata 2026 przeszedł do historii nie tylko za sprawą triumfu Hiszpanii, ale również przez sceny, jakie rozegrały się na murawie MetLife Stadium tuż po ostatnim gwizdku. Zamiast pogratulować rywalom, część argentyńskich piłkarzy rzuciła się do rękoczynów, a jeden z nich zakończył wieczór z czerwoną kartką.
Niedzielny finał w East Rutherford pod Nowym Jorkiem zakończył się zwycięstwem Hiszpanii 1:0 po dogrywce. Decydującą bramkę zdobył w 106. minucie Ferran Torres, dając "La Furia Roja" drugi w historii tytuł mistrza świata, po triumfie z 2010 roku. Argentyna, broniąca tytułu wywalczonego cztery lata wcześniej, musiała uznać wyższość mistrzów Europy.
Problem w tym, że emocje nie opadły wraz z gwizdkiem słoweńskiego arbitra Slavko Vincicia. Moment, który zazwyczaj należy do euforycznej celebracji zwycięzców, zamienił się w chaotyczne przepychanki między zawodnikami obu drużyn w okolicach środka boiska.
Paredes w roli głównej
Na pierwszy plan tych niechlubnych scen wybił się Leandro Paredes. Pomocnik Boca Juniors już w trakcie samego meczu grał ostro i, według relacji, mógł opuścić boisko wcześniej. Po końcowym gwizdku miał jednak przejść samego siebie. Obiektem jego ataku został hiszpański pomocnik Gavi, który w zamieszaniu skończył z potarganym oznacznikiem noszonym przez rezerwowych. Według doniesień do 21-latka odgrażał się także Lisandro Martinez, a sam Paredes starł się również z Ericiem Garcią.
Za agresywną postawę Paredes obejrzał czerwoną kartkę, o czym jako pierwszy poinformował dziennikarz Fabrizio Romano. Kara spadła na Argentyńczyka już po zakończeniu regulaminowego czasu gry.
Molina i kolejne ogniska napięcia
Paredes nie był jedynym Argentyńczykiem, który stracił opanowanie. Według relacji medialnych kamery telewizyjne uchwyciły Nahuela Molinę, który miał wymachiwać ręką i uderzyć Gaviego, gdy młody Hiszpan biegł świętować. W innej części boiska do słownej wymiany zdań doszło między Nicolasem Otamendim a Rodrim. Ta konfrontacja nie przerodziła się już w bezpośrednią bójkę, ale była kolejnym sygnałem, jak wysoko sięgały emocje.
Rozdzielenie zawodników wymagało wspólnej interwencji piłkarzy obu reprezentacji, członków sztabów szkoleniowych oraz służb porządkowych. Dzięki temu udało się zapobiec dalszej eskalacji i przeprowadzić ceremonię zamknięcia turnieju.
Pożegnanie Messiego
Operatorzy skupili się także na Leo Messim. 39-latek najprawdopodobniej rozegrał swój ostatni mecz na mistrzostwach świata. Argentyński kapitan najpierw z boku obserwował radość Hiszpanów, a następnie usiadł na murawie. W jego oczach pojawiły się łzy, symbolicznie zamykając rozdział jednej z najwybitniejszych karier w historii futbolu.
Dla Hiszpanii najważniejszy pozostał jednak wynik sportowy. Po opanowaniu sytuacji na murawie piłkarze "La Furia Roja" mogli wrócić do świętowania drugiego mistrzostwa świata, będąc jednocześnie aktualnymi mistrzami Europy i świata.