W Sulechowie chłopiec jadący hulajnogą elektryczną wjechał na skrzyżowanie mimo znaku „Ustąp pierwszeństwa przejazdu" i z impetem uderzył w bok samochodu osobowego. Siła zderzenia wyrzuciła go z pojazdu na jezdnię. Wstał o własnych siłach, podniósł hulajnogę i odszedł pieszo. Zdarzenie zarejestrowała kamera miejskiego monitoringu.
Do zdarzenia doszło w środę 29 lipca po godzinie 15:50 na jednej z ulic Sulechowa. Chłopiec poruszał się hulajnogą elektryczną i przed wjazdem na skrzyżowanie nie ustąpił pierwszeństwa przejazdu.
Kierowca samochodu nie miał możliwości uniknięcia zderzenia. Zderzenie było na tyle silne, że chłopiec wypadł z hulajnogi i upadł na jezdnię. Jeden ze świadków zapytał go krótko, czy żyje. Usłyszał odpowiedź twierdzącą.
Chłopiec miał na głowie kask i nie doznał poważniejszych obrażeń. Po chwili sam wstał i oddalił się z miejsca zdarzenia.
Przepisy już są. Problem leży gdzie indziej
Pytanie o regulacje dotyczące najmłodszych użytkowników hulajnóg wraca po każdym takim zdarzeniu. Warto więc przypomnieć, że przepisy obowiązują w Polsce od 2021 roku i są dość jednoznaczne.
Aby kierować hulajnogą elektryczną, trzeba mieć ukończone 10 lat i posiadać kartę rowerową albo prawo jazdy kategorii AM, A1, B1 lub T. Dzieci poniżej dziesiątego roku życia mają zakaz poruszania się hulajnogą elektryczną, z jednym wyjątkiem: w strefie zamieszkania, pod opieką osoby dorosłej. Obowiązuje też zakaz przewożenia pasażerów.
Kask nie jest obowiązkowy. Policja od lat apeluje, żeby mimo to go zakładać, i przypadek z Sulechowa jest tego dobrą ilustracją.
Luki w prawie więc nie ma. Jest za to problem z egzekwowaniem tych zasad i z tym, kto faktycznie udostępnia dzieciom pojazdy rozpędzające się do 20 kilometrów na godzinę.
Policja i lekarze wspólnie biją na alarm
Zaledwie kilka dni przed zdarzeniem w Sulechowie Lubuska Policja razem z Wielospecjalistycznym Szpitalem Wojewódzkim w Gorzowie Wielkopolskim opublikowała spot profilaktyczny pod hasłem „To nie musiało się wydarzyć". Materiał pokazuje historię nastolatki, która jechała bez kasku i trafiła do szpitala ze wstrząśnieniem mózgu oraz złamaniem ręki z przemieszczeniem.
Podkom. Klaudia Biernacka z Komendy Wojewódzkiej Policji w Gorzowie Wielkopolskim zwraca uwagę, że chwila nieuwagi i kilka sekund brawury mogą skończyć się tragedią.
„Wypadek na hulajnodze elektrycznej to nie tylko stłuczone kolano czy uszkodzony sprzęt. To często balansowanie na granicy życia i śmierci, ból, strach, długie leczenie i przykre konsekwencje, które mogą definiować przyszłość" — mówi policjantka.
Funkcjonariusze podkreślają, że za każdym komunikatem o wypadku stoi konkretne dziecko, które przez tygodnie nie wraca do normalnego życia, i rodzice czekający na informacje od lekarzy. Sami medycy od dawna alarmują, że do szpitali trafiają dzieci ze złamaniami żuchwy i urazami mózgu.
Statystyki nie pozostawiają złudzeń co do skali zjawiska. Wraz z rosnącą popularnością hulajnóg elektrycznych rośnie liczba poważnych zdarzeń z udziałem najmłodszych uczestników ruchu.
W Sulechowie skończyło się na strachu i kasku, który zrobił swoje.