W sprawie tragedii na krakowskim Podgórzu, gdzie samochód wjechał w rodzinę na chodniku, pojawiły się nowe ustalenia. 26-letni Hubert B. odebrał swojego Volkswagena Golfa z salonu zaledwie miesiąc przed wypadkiem. Zakupem pochwalił się w mediach społecznościowych.
"Nie ma słów, żeby opisać jak niesamowity jest dla mnie rok 2026"
Chodzi o usportowionego Volkswagena Golfa 8.5 R o mocy 333 koni mechanicznych, którego 26-latek odebrał z salonu 20 lipca. Tego dnia opublikował na Instagramie wpis, w którym podsumował swoją drogę do zakupu auta:

"Szczerze, nie ma słów żeby opisać jak niesamowity jest dla mnie rok 2026. Patrząc na siebie dalej widzę chłopaka, który próbuje wszystkiego i nic nie wychodzi. Młodego gościa, który bez pieniędzy w buncie wyprowadził się od rodziców w wieku 19 lat, ziomka którego nie było stać na opłacenie czynszu i pożyczał kasę od kolegów na mieszkanie. A dziś mogę powiedzieć, że jestem z siebie dumny. W czerwcu oświadczyłem się najważniejszej osobie w moim życiu i jednocześnie kupiłem swój właściwy 1 samochód, na który nie sądziłem że będzie mnie stać. Dziś odebrałem swojego VW Golfa 8.5 R, który spełnia wszystkiego mojego oczekiwana a do tego będzie idealnym „wspólpracownikiem” w moich planach" - napisał, dziękując przy okazji salonowi za sprawny proces zakupu.

Wpis zakończył radą dla obserwujących: "Jak to doczytałeś to jedyne co mogę powiedzieć to, żeby wierzyć w siebie, cisnąć do końca i nie zwracać uwagi na to co mówią inni. Życie zaskakuje jak wkłada się w swoją pracę i życie 100%".
Hubert B. zawodowo zajmuje się produkcją zdjęć i wideo dla branży motoryzacyjnej, głównie z segmentu premium.
Miesiąc później doszło do tragedii
W sobotę, 22 sierpnia, przed godziną 18:00 niebieski Golf, którym kierował 26-latek, zjechał z jezdni w rejonie ulic Solnej i Nadwiślańskiej i wjechał na chodnik prosto w małżeństwo prowadzące wózek z 8-miesięcznym dzieckiem. Według wstępnej opinii biegłego z zakresu rekonstrukcji wypadków kierowca stracił panowanie nad autem najprawdopodobniej przez nadmierną prędkość. 32-letni rodzice zmarli w szpitalu, ich dziecko wciąż walczy o życie.

Nie był wcześniej karany
Jak ustaliła Interia w prokuraturze, 26-latek nie był dotąd karany ani mandatami, ani za przestępstwa drogowe. Badanie alkomatem wykazało, że w chwili wypadku był trzeźwy, ale śledczy czekają jeszcze na wyniki badań krwi pod kątem innych substancji. Wstępna opinia biegłego wskazuje, że to on doprowadził do wypadku. Zatrzymany miał w niedzielę po południu usłyszeć zarzuty w Prokuraturze Rejonowej Kraków-Podgórze.

Śledztwo w sprawie tragedii trwa, a kluczowe będzie precyzyjne ustalenie prędkości, z jaką poruszał się samochód.