Anna Lewandowska ukończyła kolejne zawody HYROX, tym razem w Stambule. Wystartowała po dwutygodniowej chorobie, wciąż zakatarzona, po konsultacji z lekarzem. Sama przyznała, że po pierwszych kilometrach biegu myślała, że to jej ostatni start w tej formule, a uzyskany czas był słabszy niż poprzednio. Do mety jednak dobiegła i to właśnie ten fragment relacji obiega dziś polskie media.
Relację opublikowała w sobotę 1 sierpnia, zaraz po zejściu z trasy. „Kolejny HYROX zaliczony. Ląduje naklejka na moim plecaku" zaczęła, po czym od razu przeszła do tego, w jakim stanie stanęła na starcie.
Chorowała dwa tygodnie. Poprawę poczuła dopiero na dwa dni przed zawodami, a i tak, jak sama opisała, została z katarem i zatokami w kiepskim stanie. Zaznaczyła, że decyzję o starcie podjęła po konsultacji z lekarzem.
Moment, w którym chciała zejść z trasy
Najciekawszy jest fragment o samym biegu. „Chociaż dzisiaj po początku biegu myślałam, że to będzie mój ostatni HYROX" przyznała, dodając, że dopadła ją myśl, którą zna większość startujących: po co ja to robię.
To dość nietypowe wyznanie u kogoś, kto od lat buduje markę na dyscyplinie i konsekwencji. Zamiast relacji o triumfie dostaliśmy opis kryzysu w połowie dystansu, przyznanie się do słabszego wyniku i zdanie o niedosycie. „W sumie jest niedosyt, ale cieszę się, że kolejny raz udowodniłam sobie siłę charakteru sportowca" podsumowała.
Podziękowała też zespołowi i swojemu partnerowi z duetu, trenerowi Luisowi z Edan Studios, z którym startowała już wcześniej. On sam napisał, że brakuje mu słów, by opisać, jak silna i wytrwała jest ta kobieta.
Anna Lewandowska popularyzuje piekło mężczyzn.
— Król Tłittera (@krol_tlittera) August 2, 2026
Jakbyśmy odwrócili sytuację i Robert by tak pilnował jakiejś wypiętej hiszpanki to nie chcę wiedzieć jaka by była burza w sieci, że żona, że dzieci, że zdrada.
A tu? Niezależna, silna, wychodzi z cienia męża. Podwójne standardy. pic.twitter.com/NpbYHGmpeP
Co to właściwie za zawody
HYROX to międzynarodowa formuła łącząca bieganie z treningiem funkcjonalnym, w ostatnich latach jedna z najszybciej rosnących dyscyplin amatorskich w Europie. Zawodnik pokonuje 8 kilometrów biegu przeplatanych ośmioma stacjami siłowo-wytrzymałościowymi, między innymi pchaniem i ciągnięciem obciążonych sań, wiosłowaniem i wypadami z obciążeniem.
Dystans jest identyczny na każdych zawodach na świecie, dlatego wyniki da się porównywać między miastami, a zawodnicy zbierają czasy do globalnego rankingu. Startuje się solo albo w duecie, i to właśnie w tej drugiej kategorii jeździ Lewandowska.
Dla porównania: w kwietniu na PGE Narodowym w Warszawie uzyskała w duecie z Luisem czas 1:02:33, co dało 34. miejsce w klasyfikacji ogólnej i piątą lokatę w kategorii wiekowej 35-39 lat. Wynik ze Stambułu, jak sama zaznaczyła, był słabszy.
Warto pamiętać, że 37-latka nie jest w sporcie przypadkową osobą. Jest absolwentką warszawskiej AWF i byłą karateczką z dorobkiem obejmującym medale mistrzostw świata i Europy oraz kilkadziesiąt krążków mistrzostw Polski.
Start w cieniu przeprowadzki
Kontekst, w jakim polskie media opisują ten wyjazd, jest osobną historią. Robert Lewandowski zakończył współpracę z FC Barceloną i gra już w Chicago Fire, gdzie w meczu z Charlotte FC strzelił dwa gole, dając drużynie wygraną 2:1. Rodzina ma dołączyć do niego później, bo piłkarz wciąż szuka domu.
Część serwisów plotkarskich ustawiła więc wyjazd do Stambułu jako dowód na to, że Lewandowska gra na zwłokę i szuka powodów, żeby nie wyprowadzać się z Barcelony. Ona sama tego wątku w relacji nie poruszyła, a start w HYROX był kolejnym w cyklu, w którym jeździ regularnie od miesięcy, nie jednorazowym wypadem.
Wcześniej mówiła otwarcie, że ostatnie tygodnie są dla niej emocjonalnym rollercoasterem, a Barcelona stała się jej domem i bezpiecznym miejscem. Do tego doszły problemy zdrowotne, o których informowała jeszcze przed wylotem.
Ze Stambułu wróciła z naklejką na plecak, słabszym czasem i relacją, w której więcej miejsca zajmuje kryzys niż sukces. Biorąc pod uwagę, ile osób ogląda jej treningowe treści, akurat ta wersja może okazać się bardziej wartościowa niż kolejne zdjęcie z mety z podniesionymi rękami.