Polak podróżujący przez Hiszpanię padł ofiarą złodziei działających na autostradzie w okolicach Girony. Do zdarzenia doszło 23 lipca 2026 roku. Kierowca stracił plecak z pieniędzmi i dokumentami, a całą sytuację zarejestrowała kamera w jego samochodzie. Sprawa została zgłoszona hiszpańskiej policji.
Mechanizm był prosty i brutalnie skuteczny. Jadące przed Polakiem auto zaczęło manewrować w taki sposób, by zmusić go do zatrzymania się. Kierowca nie wiedział, o co chodzi, ale zjechał i się zatrzymał. To był moment, w którym stracił kontrolę nad sytuacją.
Mężczyzna z pierwszego pojazdu podszedł do niego i zaczął pokazywać coś z tyłu samochodu, sugerując jakiś problem. Klasyczny pretekst: rzekome uszkodzenie, coś urwane, coś, czego kierowca sam nie widzi i musi sprawdzić. W tym samym czasie z auta sprawców wysiadł drugi mężczyzna, który podszedł do samochodu Polaka i zaczął przeszukiwać wnętrze. Zabrał plecak.
Gdy wspólnik wrócił do pojazdu, mężczyzna rozmawiający z kierowcą natychmiast przerwał rozmowę i pospiesznie wsiadł do auta. Odjechali.
Ku przestrodze - Okradziony na autostradzie [Hiszpania]
— StopCham (@Stop_Cham) July 31, 2026
Dałem się podejść jak dziecko. Zmęczony po dwóch dniach jazdy. Jeśli możecie ostrzec innych będę wdzięczny. Ja już swoje straciłem. Pewnie moich pieniędzy nie odzyskam. Ale może inni będą mieli więcej szczęścia. Jedyny… pic.twitter.com/Woa6akJNNS
Metoda znana służbom od lat
To nie był przypadkowy napad. Na trasach w północno-wschodniej Hiszpanii, szczególnie na autostradzie AP-7 między przejściem w La Jonquera a Barceloną, od lat działają zorganizowane grupy stosujące dokładnie ten schemat. Kierowca zostaje zmuszony do zatrzymania się pod pretekstem awarii, jedna osoba odwraca jego uwagę, a wspólnicy w tym czasie plądrują wnętrze i bagażnik.
Warianty bywają różne. Sprawcy przebijają opony przy bramkach lub na parkingach, uderzają w karoserię, sygnalizują nieistniejącą usterkę. Cel zawsze pozostaje ten sam: wyciągnąć kierowcę z auta albo skupić jego uwagę na czymkolwiek poza wnętrzem pojazdu. Przed tym procederem oficjalnie ostrzega między innymi niemieckie MSZ w komunikatach dla podróżnych.
Ofiarami padają najczęściej turyści po wielogodzinnej jeździe. Autor nagrania sam przyznaje, że był zmęczony po dwóch dniach za kierownicą.
Co udało się odzyskać
Pieniędzy prawdopodobnie już nie zobaczy. Dokumenty wróciły do właściciela tylko dlatego, że w skradzionym plecaku znajdowały się słuchawki z lokalizatorem. Sprawcy najwyraźniej porzucili zawartość, której nie dało się spieniężyć.
Zalecenia służb w takich sytuacjach są jednoznaczne. Przy podejrzeniu awarii nie należy zatrzymywać się na pasie awaryjnym, tylko dojechać do najbliższej stacji paliw lub ruchliwego miejsca obsługi podróżnych. Jeśli już dojdzie do zatrzymania: nie wysiadać, zamknąć drzwi, nie wdawać się w kontakt i dzwonić pod numer 112.
Polak opublikował nagranie z jednego powodu. Chce, żeby inni kierowcy wiedzieli, jak wygląda ten scenariusz, zanim sami znajdą się na jego miejscu.