wyświetlenia
Galeria zdjęć pod artykułem
Na miejsce ruszył ratownik dyżurny ze schroniska nad Morskim Okiem, a z centrali wyruszyła większa, kilkunastoosobowa grupa ratowników. Akcję utrudniały warunki pogodowe - niski pułap chmur sprawił, że nie było możliwości użycia śmigłowca. To oznaczało, że ratownicy musieli działać w pełni „z ziemi”, w trudnym terenie i zimowych warunkach.
W działaniach wykorzystano drona. Dzięki temu udało się dostarczyć poszkodowanemu podstawowe wyposażenie, m.in. pakiety grzewcze i śpiwór, żeby ograniczyć ryzyko wychłodzenia w czasie oczekiwania na pomoc. Gdy ratownicy dotarli do snowboardzisty, stwierdzili u niego uraz ręki. Z uwagi na miejsce zdarzenia konieczny był transport w specjalnych noszach typu SKED, z użyciem lin.
W trakcie akcji doszło też do dodatkowego problemu - dron, który pomagał w działaniach ratowniczych, uległ awarii i nie mógł być dalej używany. Mimo tego ratownicy kontynuowali działania i skupili się na bezpiecznym sprowadzeniu poszkodowanego.
Po zdarzeniu ratownicy apelowali do turystów, by nie zbliżać się do miejsca akcji i nie utrudniać pracy. W takich warunkach liczy się czas, a każda dodatkowa osoba w pobliżu może zwiększyć ryzyko zarówno dla poszkodowanego, jak i dla samych ratowników.
Źródło i foto TOPR/facebook
Rozmowy na Facebooku