menu
Snowboardzista chciał zjechać z Rysów. TOPR ruszył na pomoc, ale śmigłowiec nie mógł wystartować
Snowboardzista chciał zjechać z Rysów. TOPR ruszył na pomoc, ale śmigłowiec nie mógł wystartować
W Tatrach doszło do groźnego zdarzenia z udziałem snowboardzisty, który próbował zjechać z Rysów. Wypadek wydarzył się rano 1 lutego 2026 roku. Około godziny 9 o sytuacji ratowników powiadomił turysta idący na szczyt.

Galeria zdjęć pod artykułem

Na miejsce ruszył ratownik dyżurny ze schroniska nad Morskim Okiem, a z centrali wyruszyła większa, kilkunastoosobowa grupa ratowników. Akcję utrudniały warunki pogodowe - niski pułap chmur sprawił, że nie było możliwości użycia śmigłowca. To oznaczało, że ratownicy musieli działać w pełni „z ziemi”, w trudnym terenie i zimowych warunkach.

W działaniach wykorzystano drona. Dzięki temu udało się dostarczyć poszkodowanemu podstawowe wyposażenie, m.in. pakiety grzewcze i śpiwór, żeby ograniczyć ryzyko wychłodzenia w czasie oczekiwania na pomoc. Gdy ratownicy dotarli do snowboardzisty, stwierdzili u niego uraz ręki. Z uwagi na miejsce zdarzenia konieczny był transport w specjalnych noszach typu SKED, z użyciem lin.

W trakcie akcji doszło też do dodatkowego problemu - dron, który pomagał w działaniach ratowniczych, uległ awarii i nie mógł być dalej używany. Mimo tego ratownicy kontynuowali działania i skupili się na bezpiecznym sprowadzeniu poszkodowanego.

 

Po zdarzeniu ratownicy apelowali do turystów, by nie zbliżać się do miejsca akcji i nie utrudniać pracy. W takich warunkach liczy się czas, a każda dodatkowa osoba w pobliżu może zwiększyć ryzyko zarówno dla poszkodowanego, jak i dla samych ratowników.

Źródło i foto TOPR/facebook
Reklama
Reklama

TWOJA REAKCJA?

Rozmowy na Facebooku