Stany Zjednoczone świętują w tym roku 250. rocznicę niepodległości i postanowiły zrobić to z rozmachem, jakiego nikt wcześniej nie widział. W nocy z 4 na 5 lipca nad Waszyngtonem ma wystrzelić około 850-860 tysięcy fajerwerków w jednym pokazie. To nie pomyłka i nie przesada - organizatorzy celują w oficjalny rekord Guinnessa.

Dziesięć razy więcej niż zwykle

Żeby zrozumieć skalę, wystarczy jedno porównanie. Standardowy pokaz na National Mall to zwykle od 17 do 20 tysięcy sztuk rozłożonych na jakieś 17 minut. Tegoroczny "Salute to America" ma trwać 40 minut i zużyć mniej więcej dziesięciokrotność tego, co idzie w powietrze podczas słynnego pokazu Macy's w Nowym Jorku.

Julie Heckman, dyrektor wykonawcza American Pyrotechnics Association, mówi wprost, że nawet Macy's - który sama nazywa "dziadkiem wszystkich pokazów" - odpala zwykle między 60 a 85 tysiącami sztuk. Waszyngton chce pobić tę liczbę dziesięciokrotnie.

Rekord z Filipin do pobicia

Aktualny rekord świata padł w 2016 roku w Manili. Tamtejszy pokaz wystrzelił ponad 810 tysięcy fajerwerków - a konkretnie 810 904. Co ciekawe, Filipińczykom zajęło to ponad godzinę, a organizatorzy w Waszyngtonie chcą zmieścić się w 40 minutach. Innymi słowy, Amerykanie nie próbują przebić Nowego Jorku. Próbują przebić całą planetę.

Dziesięć miejsc odpalania naraz

Tu zaczynają się schody logistyczne. Pokaz wystrzeli z dziesięciu osobnych punktów - sadzawki przy Lincoln Memorial, West Potomac Park oraz ośmiu barek zakotwiczonych na rzece Potomak. Zsynchronizowanie jednego ciągłego widowiska między dziesięcioma lokalizacjami to jedno z największych wyzwań całej nocy.

I jedna rzecz, która może zaskoczyć. Mimo tak potężnej skali największe pociski wciąż będą miały 10 cali - dokładnie tyle, ile w poprzednich latach. Przepisy bezpieczeństwa na ciasnym terenie National Mall nie pozwalają na większe. Zasada jest prosta: pocisk pokonuje w powietrzu około 30 metrów na każdy cal swojej średnicy, więc przy 10-calowym trzeba zachować ponad 300 metrów odstępu od widzów. Rekord to więc nie kwestia większych pocisków, tylko ich liczby i choreografii.

Dłużej, ale i mądrzej

Wydłużenie pokazu do 40 minut ma jeszcze jeden powód, o którym mało kto myśli - dym. W wilgotną waszyngtońską noc dym po wystrzałach potrafi wisieć w powietrzu i zasłaniać wszystko, co dzieje się dalej. Przerwy między sekwencjami dają mu czas, żeby się rozwiał, zanim pójdzie kolejna partia. To trochę zakład z pogodą, bo przy wysokiej wilgotności całe widowisko może się po prostu zamglić.

Za produkcję odpowiada Pyrotecnico, pensylwańska firma znana z gigantycznych realizacji, między innymi podczas Super Bowl. Jak przewiduje jeden z realizatorów, przez samą liczbę odpalanych sztuk tegoroczny pokaz będzie po prostu głośniejszy i mocniej "kopnie".

A w tym samym czasie w Nowym Jorku

Warto dodać, że Nowy Jork też nie zostaje w tyle. Pokaz Macy's obchodzi w tym roku 50-lecie i po raz pierwszy odpali z trzech miejsc naraz - z mostu Brooklyńskiego oraz barek na East River i Hudson. W powietrze pójdzie ponad 85 tysięcy sztuk w 30 kolorach, do tego nowy pokaz laserowy z mostu. Miasto spodziewa się od 8 do 10 milionów odwiedzających w tygodniu wokół 4 lipca.

Ale to Waszyngton celuje tej nocy w historię. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, 4 lipca 2026 stanie się datą, kiedy Ameryka odpaliła najwięcej fajerwerków w jednym pokazie w dziejach świata.

DOWIEDZ SIE WIECEJ:
Owczarek wpadł do jeziora i utknął. Uratował go kompan, który przywołał pomoc
Owczarek wpadł do jeziora i utknął. Uratował go kompan, który przywołał pomoc
Rodzinna tragedia w Skawinie. Nie żyje 8-dniowe dziecko, rodzice i babcia - prokuratura ma hipotezę
Rodzinna tragedia w Skawinie. Nie żyje 8-dniowe dziecko, rodzice i babcia - prokuratura ma hipotezę