Do wypadku doszło nad ranem 28 lipca na 275. kilometrze autostrady A1 w kierunku Gdańska, w rejonie węzła Piątek w powiecie łęczyckim. Dziewięcioosobowy bus po wystrzale opony uderzył w barierę energochłonną, przeleciał nad nią i po dachowaniu zatrzymał się w przydrożnym rowie. W środku podróżowało siedem osób. Nikt nie zginął, ale to nie przebieg samego zdarzenia okazał się najbardziej wstrząsającym elementem tej historii.
Wystrzał opony na 275. kilometrze
Według wstępnych ustaleń policjantów pracujących na miejscu, kierowca busa jadącego w stronę Gdańska stracił panowanie nad pojazdem po tym, jak w aucie doszło do awarii opony. Samochód uderzył w barierę energochłonną na wysokości miejscowości Leżajna, na odcinku między węzłami Łódź Północ i Piątek.
Zamiast zostać zatrzymanym przez konstrukcję, bus wybił się na barierze i przeleciał nad nią, a następnie dachował poza jezdnią. Pojazd zatrzymał się w rowie, kilkanaście metrów od pasa ruchu.
Siedem osób w środku
W busie podróżowało siedem osób. Pięć z nich zostało przetransportowanych do szpitala, dwie odmówiły przyjęcia pomocy medycznej. Pierwsze komunikaty służb mówiły o czterech rannych, ostatecznie bilans poszkodowanych zamknął się na siedmiu osobach.
Jak podaje portal brd24.pl, w trakcie dachowania jedna z podróżujących osób miała wypaść z pojazdu, co wskazywałoby na to, że nie miała zapiętego pasa bezpieczeństwa. Przy takim przebiegu zdarzenia to okoliczność, która zwykle decyduje o tym, czy wypadek kończy się szpitalem, czy pogrzebem.
Mimo dramatycznego przebiegu nikt nie zginął.
67 pojazdów, trzech kierowców
Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad opublikowała nagranie z monitoringu autostrady, ale nie po to, by pokazać sam moment wypadku. Drogowcy dołączyli do niego wyliczenie, które robi większe wrażenie niż przelot busa nad barierą.
🚨 Gdy widzisz wypadek, nie odwracaj wzorku❗️
— GDDKiA Łódź (@GDDKiA_Lodz) July 31, 2026
Naszym obowiązkiem jest zatrzymać się i udzielić pomocy 🤝🚑
Na szczęście w tym przypadku wszyscy przeżyli 🏥.
Pamiętajmy, że szybka reakcja może uratować życie ⏱️🙏
#PierwszaPomoc 🩹 #Wypadek 🚗💥 #RatowanieŻycia ❤️🩹@GDDKiA pic.twitter.com/ygpBZtAyq6
W pierwszych minutach po zdarzeniu obok rozbitego pojazdu przejechało 67 samochodów. Zatrzymało się trzech kierowców.
Pozostałych sześćdziesięciu czterech kontynuowało jazdę, mijając leżące w rowie auto z siedmioma osobami w środku, w tym rannymi wymagającymi natychmiastowej pomocy.
"Gdy widzisz wypadek, nie odwracaj wzroku. Naszym obowiązkiem jest zatrzymać się i udzielić pomocy" napisała GDDKiA, publikując materiał.
Kolejne zderzenie kilka minut później
Historia ma jeszcze jeden wątek. Jak przekazał asp. szt. Mariusz Kowalski, oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Łęczycy, w tym samym miejscu doszło do drugiego zdarzenia drogowego.
Dwaj kierowcy, ciężarówki i samochodu osobowego, zatrzymali się, żeby pomóc poszkodowanym. Kierowca trzeciego pojazdu nie zdążył wyhamować i uderzył w stojące auta. W tej kolizji nikt nie odniósł obrażeń.
Autostrada w kierunku Gdańska była zablokowana przez kilka godzin, później ruch puszczono lewym pasem.

Pomoc to nie uprzejmość, tylko obowiązek
Zatrzymanie się przy wypadku nie jest kwestią dobrej woli. Artykuł 162 Kodeksu karnego przewiduje karę pozbawienia wolności do lat 3 dla osoby, która nie udziela pomocy człowiekowi znajdującemu się w położeniu grożącym bezpośrednim niebezpieczeństwem utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, mogąc jej udzielić bez narażenia siebie lub innych.
Na autostradzie sposób udzielania pomocy ma znaczenie. Zatrzymać należy się na pasie awaryjnym, przed opuszczeniem pojazdu ocenić, czy jest to bezpieczne, ustawić trójkąt ostrzegawczy i wyjść za bariery. Pierwszym krokiem jest wezwanie służb.
Trzech kierowców na 67 to statystyka, która przy innym przebiegu tego samego wypadku mogłaby zdecydować o czyjejś śmierci.
