21-letnia kobieta zginęła podczas skoku na bungee w Brazylii. Powód? Obsługa po prostu nie przypięła do niej liny. Z platformy zrzucili ją dwaj mężczyźni, a ona spadła z czterdziestu metrów prosto na ziemię.
Brzmi jak coś, co nie ma prawa się wydarzyć. A jednak się wydarzyło - w sobotę rano, w mieście Limeira we wschodniej części stanu São Paulo. Kobieta skoczyła z jednego z mostów i zginęła na miejscu.
Co właściwie poszło nie tak?
No właśnie - wszystko. Według wstępnych ustaleń pracownicy firmy organizującej skoki zapomnieli przymocować linę do klientki, zanim zrzucili ją z platformy. Czyli najważniejsza, najbardziej podstawowa rzecz przy bungee, ta jedna jedyna, której zapomnieć absolutnie nie wolno - została pominięta.
Kobieta spadła z wysokości około 40 metrów i nie miała żadnych szans. Zginęła na miejscu.
Nagranie, którego nie da się odzobaczyć
W sieci pojawiło się wideo z miejsca tragedii. Widać na nim, jak dwóch mężczyzn niesie kobietę na platformę, a potem ją zrzuca. I tu robi się makabrycznie - na ziemi leży zwinięta lina. Ta sama, która powinna być przypięta.
Na nagraniu słychać krzyki gapiów. Ktoś wrzeszczy "Lina!", ktoś inny "Chłopaki, lina!". Za późno. Wszystko działo się w ułamku sekundy i nikt nie zdążył nic zrobić.
Sześć osób zatrzymanych
Policja wszczęła śledztwo, które ma wyjaśnić, jak doszło do takiego zaniedbania i kto za nie odpowiada. Na ten moment zatrzymano sześć osób związanych z organizacją skoku.
I co tu dużo mówić - bungee to atrakcja, która z założenia ma być bezpieczna mimo całego tego adrenalinowego dreszczyku. Cała "zabawa" opiera się na zaufaniu, że ludzie po drugiej stronie wiedzą, co robią. Tutaj to zaufanie kosztowało życie.
Jeśli kiedykolwiek zdecydujecie się na taki skok - gdziekolwiek na świecie - sprawdzajcie wszystko sami. Zapytajcie, dopytajcie, popatrzcie na sprzęt. Lepiej wyjść na upierdliwego turystę niż zaufać komuś, kto akurat tego dnia o czymś zapomni.