Głośna sprawa naturalnych futer wróciła po kwartale ciszy. Fagata w końcu odniosła się do zarzutów, które spadły na nią pod koniec kwietnia. Jej wersja jest prosta: firma bezprawnie wykorzystała jej wizerunek. Wcześniejsze doniesienia rysują jednak nieco inny obraz.

Afera wybuchła pod koniec kwietnia i przez kilka dni była jednym z głośniejszych tematów w polskim internecie. Sprawę nagłośnił tiktokowy profil stop_futrom, który wskazał, że w ofercie jednej z polskich marek futrzarskich można kupić model reklamowany twarzą influencerki.

Nie chodziło o przypadkową sesję zdjęciową. Produkt nosił nazwę nawiązującą bezpośrednio do imienia Fagaty, a w opisie modelu można było przeczytać, że wykonano go z fińskich lisów srebrnych. Cena wynosiła około siedmiu tysięcy złotych.

Zarzuty o hipokryzję

Reakcja internautów była natychmiastowa i jednoznacznie negatywna. Kluczowym elementem krytyki nie było samo futro, ale kontrast z tym, co influencerka mówiła wcześniej.

Fagata wielokrotnie deklarowała w sieci miłość do zwierząt i podkreślała, że traktuje swojego psa jak członka rodziny. Komentujący zestawiali te deklaracje ze zdjęciami w futrze z lisów i zarzucali jej brak empatii oraz promowanie cierpienia zwierząt.

W komentarzach przewijały się pytania o to, ile w takim razie warte były jej wcześniejsze wypowiedzi o zwierzętach, oraz zdziwienie, że w 2026 roku ktoś nadal decyduje się na naturalne futro.

Po trzech miesiącach: to nie moja wina

Przez cały maj i czerwiec influencerka nie odnosiła się publicznie do sprawy. Teraz, po około trzech miesiącach, przedstawiła swoją wersję wydarzeń.

Jak tłumaczy, kupiła to ubranie jako zwykła klientka, a firma bezprawnie wykorzystała jej wizerunek w celach reklamowych. Według jej relacji nie było między nią a marką żadnej współpracy komercyjnej ani zgody na użycie zdjęć.

Fagata dodała, że po skontaktowaniu się z firmą zdjęcia zostały usunięte ze strony internetowej.

Wersja, która nie domyka sprawy

Tłumaczenie influencerki nie odpowiada jednak na wszystkie pytania, jakie pojawiły się w kwietniu.

Serwis GlamRap informował wówczas, że Fagata sama opublikowała te same ujęcia na swoim Instagramie i oznaczyła na nich markę. Jeśli tak było, to część materiałów, które obiegły internet, pochodziła bezpośrednio od niej, a nie wyłącznie ze strony sklepu.

Osobną kwestią pozostaje nazwa produktu. Model w ofercie sklepu był sygnowany imieniem influencerki, co według komentujących w kwietniu trudno było uznać za przypadek lub nieporozumienie.

Warto przy tym zaznaczyć, że bezprawne wykorzystanie wizerunku faktycznie zdarza się celebrytom regularnie. Polskie prawo wymaga wyraźnej i świadomej zgody na rozpowszechnianie wizerunku, a poszkodowanym przysługują roszczenia cywilne. Sam fakt, że ktoś kupił produkt danej marki, w żadnym razie nie uprawnia firmy do użycia jego zdjęć w materiałach reklamowych.

Milczenie, które nic nie dało

Trzy miesiące zwłoki to w internetowej rzeczywistości bardzo długo. Przez ten czas w sieci utrwaliła się wersja, w której influencerka świadomie firmowała sprzedaż naturalnych futer.

Wyjaśnienie przychodzące po kwartale trafia więc na grunt, na którym opinia zdążyła się już uformować. Gdyby to samo tłumaczenie padło pod koniec kwietnia, w szczycie zainteresowania tematem, jego skuteczność mogłaby wyglądać zupełnie inaczej.

Fagata nie jest pierwszą osobą z polskiego internetu, która mierzy się z zarzutami po współpracy z branżą futrzarską. Temat pozostaje w Polsce wyjątkowo zapalny, zwłaszcza w kontekście ciągnących się od lat prób wprowadzenia zakazu hodowli zwierząt futerkowych.

DOWIEDZ SIE WIECEJ:
Ruch klimatyczny oblał sztucznymi odchodami dom Andziaks i Luki. Oberwało się też Rozenek-Majdan
Ruch klimatyczny oblał sztucznymi odchodami dom Andziaks i Luki. Oberwało się też Rozenek-Majdan
Konfitura krytykowany za donos na karawan pogrzebowy. Pyta czy to tłumaczy jazdę po chodniku?
Konfitura krytykowany za donos na karawan pogrzebowy. Pyta czy to tłumaczy jazdę po chodniku?