Głośna sprawa naturalnych futer wróciła po kwartale ciszy. Fagata w końcu odniosła się do zarzutów, które spadły na nią pod koniec kwietnia. Jej wersja jest prosta: firma bezprawnie wykorzystała jej wizerunek. Wcześniejsze doniesienia rysują jednak nieco inny obraz.
Afera wybuchła pod koniec kwietnia i przez kilka dni była jednym z głośniejszych tematów w polskim internecie. Sprawę nagłośnił tiktokowy profil stop_futrom, który wskazał, że w ofercie jednej z polskich marek futrzarskich można kupić model reklamowany twarzą influencerki.
Nie chodziło o przypadkową sesję zdjęciową. Produkt nosił nazwę nawiązującą bezpośrednio do imienia Fagaty, a w opisie modelu można było przeczytać, że wykonano go z fińskich lisów srebrnych. Cena wynosiła około siedmiu tysięcy złotych.
🦊Fagata, po 3 miesiącach od afery w związku z promowaniem przez nią naturalnych futer, odniosła się do zarzutów.
— NA CZASIE (@naczasienews) July 22, 2026
Influencerka wytłumaczyła, że firma od której zakupiła ubranie bezprawnie wykorzystała jej wizerunek w celu reklamy. Po skontaktowaniu się z nimi, zdjęcia zostały… https://t.co/nAlOiH9koq pic.twitter.com/H6SG5U0Chf
Zarzuty o hipokryzję
Reakcja internautów była natychmiastowa i jednoznacznie negatywna. Kluczowym elementem krytyki nie było samo futro, ale kontrast z tym, co influencerka mówiła wcześniej.
Fagata wielokrotnie deklarowała w sieci miłość do zwierząt i podkreślała, że traktuje swojego psa jak członka rodziny. Komentujący zestawiali te deklaracje ze zdjęciami w futrze z lisów i zarzucali jej brak empatii oraz promowanie cierpienia zwierząt.
W komentarzach przewijały się pytania o to, ile w takim razie warte były jej wcześniejsze wypowiedzi o zwierzętach, oraz zdziwienie, że w 2026 roku ktoś nadal decyduje się na naturalne futro.
Po trzech miesiącach: to nie moja wina
Przez cały maj i czerwiec influencerka nie odnosiła się publicznie do sprawy. Teraz, po około trzech miesiącach, przedstawiła swoją wersję wydarzeń.
Jak tłumaczy, kupiła to ubranie jako zwykła klientka, a firma bezprawnie wykorzystała jej wizerunek w celach reklamowych. Według jej relacji nie było między nią a marką żadnej współpracy komercyjnej ani zgody na użycie zdjęć.
Fagata dodała, że po skontaktowaniu się z firmą zdjęcia zostały usunięte ze strony internetowej.
Wersja, która nie domyka sprawy
Tłumaczenie influencerki nie odpowiada jednak na wszystkie pytania, jakie pojawiły się w kwietniu.
Serwis GlamRap informował wówczas, że Fagata sama opublikowała te same ujęcia na swoim Instagramie i oznaczyła na nich markę. Jeśli tak było, to część materiałów, które obiegły internet, pochodziła bezpośrednio od niej, a nie wyłącznie ze strony sklepu.
Osobną kwestią pozostaje nazwa produktu. Model w ofercie sklepu był sygnowany imieniem influencerki, co według komentujących w kwietniu trudno było uznać za przypadek lub nieporozumienie.
Warto przy tym zaznaczyć, że bezprawne wykorzystanie wizerunku faktycznie zdarza się celebrytom regularnie. Polskie prawo wymaga wyraźnej i świadomej zgody na rozpowszechnianie wizerunku, a poszkodowanym przysługują roszczenia cywilne. Sam fakt, że ktoś kupił produkt danej marki, w żadnym razie nie uprawnia firmy do użycia jego zdjęć w materiałach reklamowych.
Milczenie, które nic nie dało
Trzy miesiące zwłoki to w internetowej rzeczywistości bardzo długo. Przez ten czas w sieci utrwaliła się wersja, w której influencerka świadomie firmowała sprzedaż naturalnych futer.
Wyjaśnienie przychodzące po kwartale trafia więc na grunt, na którym opinia zdążyła się już uformować. Gdyby to samo tłumaczenie padło pod koniec kwietnia, w szczycie zainteresowania tematem, jego skuteczność mogłaby wyglądać zupełnie inaczej.
Fagata nie jest pierwszą osobą z polskiego internetu, która mierzy się z zarzutami po współpracy z branżą futrzarską. Temat pozostaje w Polsce wyjątkowo zapalny, zwłaszcza w kontekście ciągnących się od lat prób wprowadzenia zakazu hodowli zwierząt futerkowych.