Ruszył sezon urlopowy, a wraz z nim wzrost popularności smażonych ryb nad morzem i jeziorami. Inspekcja Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych ruszyła w teren, żeby sprawdzić, czy konsumenci dostają rzetelną informację o oferowanych daniach. Wynik nie napawa optymizmem. Kontrolerzy odwiedzili 50 podmiotów, a nieprawidłowości ujawnili aż w 76 procentach z nich, czyli w 38 lokalach.
I nie chodzi o to, że ryba była nieświeża. Problem leży w tym, co napisano w karcie i za co tak naprawdę płaci klient.
Dorsz a dorsz czarny - to nie to samo
Największa pułapka czeka już przy nazwie dania. Wielu z nas zamawia po prostu "dorsza" i zakłada, że dostaje dorsza atlantyckiego. A niekoniecznie.
IJHARS (Inspekcja Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych) zwraca uwagę, że "dorsz atlantycki" i "czarniak", nazywany też "dorszem czarnym", to dwa różne gatunki. Jeśli lokal serwuje czarniaka, powinien napisać to wprost. Samo "dorsz" bez doprecyzowania może sugerować, że na talerzu ląduje ten droższy gatunek. A to wprowadzanie klienta w błąd.
Smażona czy pieczona? Filet czy dzwonko?
Druga sprawa to sposób przygotowania i forma podania. Z menu powinno jasno wynikać, czy ryba jest smażona, czy pieczona, oraz czy dostaniemy filet, czy dzwonko. To nie detale bez znaczenia - filet i dzwonko to różna ilość mięsa i różna cena. Nazwa dania musi być precyzyjna, bo klient przed zamówieniem powinien wiedzieć, co dokładnie kupuje.
Nie tylko ryba - sprawdzili także dodatki
Kontrola nie ograniczyła się do samej ryby. Kontrolerzy sprawdzili też składy oferowanych dań oraz ich pozostałych komponentów, takich jak sosy, panierki czy dodatki węglowodanowe. Chodziło o to, żeby konsument z alergiami albo nietolerancjami dostał komplet informacji i mógł świadomie wybrać, co je.
Co ustalili kontrolerzy
W ramach kontroli zbadano 87 partii ryb pod względem cech organoleptycznych. Do tego przebadano parametry fizykochemiczne, a nieprawidłowości w zakresie znakowania stwierdzono aż przy 118 partiach.
Najwięcej zastrzeżeń dotyczyło znakowania. Nieprawidłowo oznakowane było 44 z 66 partii, czyli 66,9 procent. Najczęściej powtarzające się uchybienia to:
- brak informacji o alergenach albo niepełna informacja w tym zakresie,
- nieprawidłowe wskazanie gatunku ryby - w tym "dorsz" zamiast czarniaka,
- brak informacji o formie i klasie ryby, na przykład czy to filet, czy dzwonko, smażona czy pieczona,
- braki w oznakowaniu wartości odżywczej i pochodzenia surowca.
Co to oznacza dla nas nad wodą
Wynik kontroli - trzy czwarte skontrolowanych smażalni z uchybieniami - pokazuje, że warto czytać kartę uważnie i dopytywać. Jaki to gatunek. Filet czy dzwonko. Smażona czy pieczona. Proste pytania, a potrafią uchronić przed przepłaceniem albo zjedzeniem czegoś zupełnie innego, niż się spodziewaliśmy.
IJHARS zapowiada, że kontrole w sezonie będą kontynuowane. Bo wakacyjny obiad nad wodą powinien smakować, ale też być uczciwy.