Sąd Okręgowy w Łomży zdecydował, że 4-letnia dziewczynka, która w niedzielę wypadła z balkonu na piątym piętrze, trafi do pieczy zastępczej. Dzieckiem nie zajmie się nikt z rodziny, ani ze strony matki, ani ojca. O dramatycznym zdarzeniu i akcji sąsiadów, którzy złapali dziewczynkę w koc, pisaliśmy 10 sierpnia.
Rozprawa była niejawna. Sąd wysłuchał obojga rodziców i uznał, że dobro dziecka wymaga, by opiekę przejęła rodzina zastępcza spoza kręgu bliskich. Orzeczenie podlega natychmiastowej wykonalności, ale nie jest prawomocne, więc rodzice mogą się od niego odwołać.
W tle wyszły na jaw nowe fakty. Rodzina 4-latki była w zainteresowaniu sądu rodzinnego w Łomży już od połowy stycznia, i to na wniosek samej matki. Sąd ustanowił wtedy kuratora, który miał kontrolować sprawowanie władzy rodzicielskiej, i nie wycofał się z tej decyzji nawet po tym, jak rodzice pogodzili się na sali sądowej. Od maja rodziną zajmowali się też pracownicy socjalni, którzy już wtedy wnioskowali o umieszczenie dziecka w pieczy zastępczej. Z nieoficjalnych ustaleń Radia Białystok wynika ponadto, że dziewczynka nie była leczona ani nawet diagnozowana, choć istniały przesłanki, że powinien zbadać ją lekarz.
W chwili wypadku ojciec dziewczynki pracował za granicą, do Polski wrócił po informacji o zdarzeniu. Opiekować się nią miała 27-letnia Klaudia K., która spała nietrzeźwa, gdy dziecko wyszło na balkon i spadło. Przed tragedią uratowali je sąsiedzi, którzy rozciągnęli pod blokiem koc.

Matka nie usłyszała jeszcze zarzutów. Prokuratura zapowiada, że będzie odpowiadać za narażenie dziecka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia. Grozi za to do 5 lat więzienia.
