Maja Chwalińska pisze jedną z najpiękniejszych historii tegorocznego Roland Garros. Polka przebijała się przez kwalifikacje, a później zaczęła wygrywać kolejne mecze w głównej drabince, udowadniając, że w Paryżu nie zamierza być tylko tłem dla największych gwiazd. Jeszcze niedawno mało kto mówił o niej tak głośno jak o Idze Świątek, ale teraz to właśnie Chwalińska stała się jedną z największych pozytywnych niespodzianek turnieju.
Cała historia ma też bardzo ludzki, wręcz filmowy element. Po jednym ze zwycięstw Maja przyznała, że jej pobyt w Paryżu przedłużył się bardziej, niż zakładała, a hotel nie był przygotowany na tak długą przygodę w turnieju. To nie był problem wynikający z braku sukcesu, tylko dokładnie odwrotnie — Polka grała tak dobrze, że została w Roland Garros dłużej, niż pierwotnie planowano. Wtedy do akcji wkroczyła firma OSHEE, która zapowiedziała, że zajmie się noclegiem nie tylko dla Mai, ale też dla jej najbliższych, żeby mogła spokojnie skupić się na grze.
To piękny przykład wsparcia w odpowiednim momencie. W sporcie często mówi się o wielkich pieniądzach, ale droga zawodniczek spoza absolutnego topu wygląda zupełnie inaczej i bywa pełna takich praktycznych problemów jak hotele, koszty podróży czy organizacja sztabu. Dlatego gest OSHEE odbił się tak pozytywnym echem. Maja Chwalińska dostała nie tylko dach nad głową, ale też jasny sygnał: graj dalej, walcz o swoje, a Polska patrzy i trzyma kciuki.