Prezydent Warszawy przedstawił w środę wyniki kontroli SOR-ów i prosektoriów w stołecznych szpitalach miejskich. Najwięcej miejsca poświęcił Szpitalowi Południowemu, bo tam skala nieprawidłowości była nieporównywalna z innymi placówkami. Kontrolerzy opisali dyżury trwające prawie pięć dób, stanowisko, którego nie było w regulaminie, i lekarza, który według dokumentów przebywał w dwóch miejscach jednocześnie.

Audyt ruszył po publikacjach portalu Zero.pl na temat Warszawskiego Szpitala Południowego, a następnie został rozszerzony na pozostałe miejskie placówki. Raport trafił na biurko prezydenta stolicy w poniedziałek, w środę przed południem ratusz przedstawił wnioski. Trzaskowski podzielił je na trzy grupy: problemy całego systemu ochrony zdrowia, błędy w zarządzaniu Szpitalem Południowym oraz sprawy dla prokuratury.

Kontrola objęła wszystkie miejskie szpitale

Prezydent Warszawy zastrzegł, że mówi przede wszystkim o jednej placówce, bo skala nieprawidłowości była tam nieporównywalna z pozostałymi jednostkami. Nie oznacza to jednak, że reszta wypadła bez zarzutu. Długie dyżury lekarzy kontraktowych odnotowano także w innych stołecznych szpitalach. Trzaskowski określił to jako lukę systemową, która nie dotyczy wyłącznie Warszawy i którą naprawia obecnie rząd.

Kontrole prosektoriów w pozostałych placówkach rozszerzono po doniesieniach o działalności koordynatora prosektorium w Szpitalu Południowym.

Rekord: 110 godzin bez przerwy

Audytorzy odnotowali dyżury trwające 48, 60 i 72 godziny bez przerwy. Rekord, zanotowany w Szpitalu Południowym, to 110 godzin, czyli prawie pięć dób. Jeden z lekarzy miał przepracować średnio ponad 400 godzin miesięcznie.

Kluczowy szczegół dotyczy rozliczeń. Mimo że szpital miał elektroniczny rejestr wejść i wyjść, czas pracy medyków rozliczano na podstawie grafików i oświadczeń. Prezydent nazwał to płaceniem "na słowo" i podkreślił, że placówka dysponowała narzędziami do weryfikacji, ale z nich nie korzystała.

Stanowisko, którego nie było w regulaminie

Funkcja koordynatora Szpitalnego Oddziału Ratunkowego, którą pełnił Dawid Kacprzyk, formalnie nie istniała w regulaminie organizacyjnym szpitala. Mimo to przez około półtora roku wypłacano za nią wynagrodzenie, a w dokumentach nie zapisano, za co dokładnie.

Stawka godzinowa rosła z 230 zł do 300, a następnie do 330 zł. W papierach nie ma uzasadnienia kolejnych podwyżek. Kacprzyk był wtedy na drugim roku specjalizacji i zarabiał więcej niż doświadczeni specjaliści. Szpital, mimo obowiązującej umowy, rozpisał kolejny konkurs i zawarł z tym samym lekarzem nowy kontrakt na lepszych dla niego warunkach.

Osobno funkcjonowała umowa na 10 tysięcy złotych miesięcznie za czynności, które częściowo pokrywały się z dyżurami. Zdaniem prezydenta istnieje realne ryzyko, że za tę samą pracę płacono dwa razy.

Co trafi do prokuratury

Za najpoważniejsze Trzaskowski uznał ustalenia, którymi zajmuje się lub powinna zająć się prokuratura. Audyt opisuje przypadki rozliczenia tych samych ośmiu godzin dyżuru równocześnie na dwóch oddziałach, z wypłatą za oba. Odnotowano też sytuacje, w których lekarz udzielał świadczeń w innej placówce, choć miał opłacony dyżur w Szpitalu Południowym.

Uprawnienia w systemie informatycznym pozwalały mu zatwierdzać własne dokumenty rozliczeniowe i edytować grafiki, na podstawie których naliczano jego wynagrodzenie. Po wybuchu afery złożył 33 korekty rachunków na ponad pół miliona złotych.

Kontrolerzy ustalili także, że koordynator SOR miał dostęp do monitoringu, a szpital nie prowadził ewidencji osób korzystających z tego systemu. W badanym okresie NFZ nałożył na placówkę kary na blisko 1,3 mln zł, między innymi za zbyt długi czas oczekiwania karetek.

O saloniku VIP prezydent mówił najmniej

Najgłośniejszy wątek afery, czyli przyjmowanie poza kolejnością pacjentów wskazywanych przez koordynatora SOR, zajął w prezentacji ratusza znacznie mniej miejsca niż pieniądze i godziny. Trzaskowski konsekwentnie zaprzecza, by w szpitalu funkcjonował salonik VIP, i mówi o pomieszczeniu dla pacjentów komercyjnych.

Ten obraz nie zgadza się z ustaleniami Najwyższej Izby Kontroli z połowy lipca. NIK stwierdziła, że w jednym z pomieszczeń zamiast normalnego wyposażenia znajdowały się telewizor, fotele, stół, kozetka i aneks kuchenny, a na SOR, dedykowanym stanom nagłego zagrożenia życia, odbywały się przyjęcia planowe.

Pytany o własne wizyty, prezydent powtórzył, że raz trafił na izbę przyjęć tej placówki, ponad dwa lata temu, zanim Kacprzyk objął funkcję. Zapewnił, że nigdy nie rozmawiał z nim o szpitalu, i przyznał, że jest zbulwersowany tym, że lekarz powoływał się na różne osoby.

44 zalecenia i nowy zarząd

Kontrola zakończyła się wydaniem 44 zaleceń dla Szpitala Południowego. Wśród nich są kontrola czasu pracy lekarzy, koniec rozliczania wyłącznie na podstawie grafików i oświadczeń, uporządkowanie zasad zawierania umów, nowe reguły dostępu do systemów informatycznych i przegląd wszystkich pomieszczeń.

Kacprzyk stracił pracę w szpitalu, zrzekł się mandatu radnego dzielnicy Ursus i odszedł z Koalicji Obywatelskiej. Umowę z koordynatorem prosektorium Arturem Habowskim rozwiązano bez wypowiedzenia z jego winy. Ratusz odwołał zarząd placówki, zmienił skład rady nadzorczej, a stanowiska straciły wiceprezydentki Renata Kaznowska i Aldona Machnowska-Góra. Za stołeczne szpitale odpowiada obecnie Izabela Marcewicz-Jendrysik. Trzaskowski zapowiedział też, że w radach nadzorczych miejskich szpitali nie będą zasiadać politycy.

Prokuratura prowadzi dwa śledztwa dotyczące SOR-u, odrębne postępowania w sprawie prosektorium oraz sprawę rozliczeń na oddziale chirurgii. Kontrole prowadzą także NFZ i Państwowa Inspekcja Pracy. Prezydent zastrzegł, że audyt opisuje nieprawidłowości w dokumentach, ale nie przesądza niczyjej winy.

DOWIEDZ SIE WIECEJ:
Rosja rezygnuje z siatkarskich MŚ w Polsce. Obawa o bezpieczeństwo i "mało sportu, dużo polityki"
Rosja rezygnuje z siatkarskich MŚ w Polsce. Obawa o bezpieczeństwo i "mało sportu, dużo polityki"
Nie żyje Andrzej Morozowski. Dziennikarz TVN24 przegrał walkę z chorobą, miał 69 lat
Nie żyje Andrzej Morozowski. Dziennikarz TVN24 przegrał walkę z chorobą, miał 69 lat