Do wrocławskiego sądu przyszedł z odsłoniętą twarzą i nie uciekał przed mikrofonami. Zapytany, dlaczego zaatakował parę Ukraińców, odpowiedział, że to oni zaatakowali jego. Zapytany, czy lubi bić kobiety, odparł: „nie lubię, ale mnie bili". Kilkadziesiąt minut później sąd zdecydował o jego tymczasowym aresztowaniu na trzy miesiące. Po południu ta sama decyzja zapadła wobec drugiego podejrzanego.

Rozmowa przed salą rozpraw

Posiedzenie w sprawie zastosowania aresztu ruszyło w środę o godzinie 11. Sąd zdecydował, że jako pierwszy zostanie doprowadzony 45-letni Adam C., znany w środowisku walk na gołe pięści z pseudonimu „Cycu".

W odróżnieniu od drugiego z podejrzanych nie zasłaniał twarzy. Zatrzymał się przy dziennikarzach i odpowiedział na kilka pytań. Tłumaczył, że sam został zaatakowany. Powiedział też, że żałuje i chciałby przeprosić, nie precyzując jednak, kogo. Na sali rozpraw nie przyznał się do zarzutów i odmówił składania wyjaśnień.

Dwie decyzje sądu tego samego dnia

Około godziny 12 sąd zdecydował: Adam C. spędzi w areszcie najbliższe trzy miesiące. Prokurator Beata Łęcka z Prokuratury Rejonowej dla Wrocławia Psie Pole przekazała, że sąd wskazał na obawę matactwa oraz ryzyko ucieczki podejrzanego. Znaczenie miała także jego wcześniejsza karalność.

Godzinę później zapadła decyzja w sprawie 27-letniego Tomasza M. Sąd zastosował wobec niego identyczny środek, argumentując go podobnie. Przed sądem mężczyzna składał wyjaśnienia, w których tłumaczył, że chciał pomóc koledze, i przyznawał, że żałuje swojego zachowania.

Trzech na jednego, nie oszczędzili nawet kobiety. Brutalny atak na parę Ukraińców we Wrocławiu. Miało chodzić o ich akcent
W niedzielne popołudnie na wrocławskim Zakrzowie trzech mężczyzn zaatakowało młodą parę pod sklepem przy pętli autobusowej. Kobieta trafiła do szpitala z rozdartym uchem i obrażeniami szyi wymagającymi szycia, jej partner z rozbitą twarzą i głową. U obojga lekarze podejrzewają wstrząśnienie mózgu. Rodzina poszkodowanych opublikowała nagranie i apeluje o pomoc w

Co wydarzyło się pod Żabką na Zakrzowie

Do napaści doszło w niedzielę 26 lipca przy ulicy Okulickiego na wrocławskim Zakrzowie. 20-letnia Anastazja i jej 21-letni partner Maksym wracali z wycieczki nad jezioro i zatrzymali się przy sklepie.

Z dotychczasowych ustaleń wynika, że w kolejce wepchnęło się przed nich kilku mężczyzn. Po zwróceniu uwagi zaczęły się wyzwiska, a kiedy para wyszła ze sklepu, doszło do ataku. Początek zdarzenia Anastazja zarejestrowała telefonem, dalszą część nagrał ktoś z okna budynku przy parkingu.

Napastników było trzech. Jeden z nich, jak pokazują nagrania, przekazał wcześniej swojego psa towarzyszącej mu kobiecie, po czym podbiegł i zamiast rozdzielić bijących się, dołączył do napaści. Anastazja mówiła później dziennikarzom, że do ostatniej chwili była przekonana, że ten mężczyzna przyjdzie im z pomocą.

Paralizator, który obrócił się przeciwko właścicielom

Para miała przy sobie urządzenie łączące latarkę z paralizatorem, wykorzystywane, jak tłumaczyła Anastazja, do oświetlania drogi podczas wieczornych spacerów. Kiedy sytuacja zaczęła robić się groźna, Maksym wyjął je z auta, ale urządzenie wypadło mu z ręki. Podniósł je jeden z napastników i użył wobec 20-latki, rażąc ją w plecy i nogę.

Kobieta jest cała w siniakach, a rozerwane ucho wymagało założenia sześciu szwów. Jej partner ma poważne obrażenia głowy. Według zgłoszenia przyjętego przez policję sprawcy mieli też zabrać telefon należący do pokrzywdzonej.

Zarzuty: przemoc z powodu przynależności narodowej

Obaj mężczyźni zostali zatrzymani w poniedziałek wieczorem. Jedno z zatrzymań nastąpiło w trakcie dynamicznych działań, gdy podejrzany próbował opuścić Wrocław.

We wtorek usłyszeli zarzuty w Prokuraturze Rejonowej dla Wrocławia Psie Pole. Dotyczą one między innymi pobicia oraz stosowania przemocy z powodu przynależności narodowej, a czyn zakwalifikowano dodatkowo jako występek o charakterze chuligańskim. Adam C. usłyszał ponadto zarzut działania w warunkach recydywy.

Przekłada się to na wymiar możliwej kary. Młodszemu z podejrzanych grozi do 5 lat pozbawienia wolności, starszemu, ze względu na recydywę, do 7,5 roku.

Obrona: nagranie pokazuje tylko końcówkę

Obrońcy obu mężczyzn zapowiedzieli zaskarżenie decyzji o areszcie. Mecenas Mateusz Królikiewicz apelował do mediów i polityków, by nie budowali narracji o motywie narodowościowym, i przekonywał, że dowodów na taki motyw brakuje.

Mecenas Olaf Malinowski, reprezentujący obu podejrzanych, twierdzi z kolei, że krążący w sieci film pokazuje jedynie finał sytuacji, która zaczęła się wcześniej. Powołał się na okoliczności, których na tym etapie nie może ujawnić, i zapowiedział, że kluczowy będzie zapis monitoringu ze sklepu. Na ten sam materiał czekają śledczy.

Adwokat Agata Klimentowska podkreślała, że jej klient, Tomasz M., nie był wcześniej karany i że włączył się do zajścia, widząc, jak wobec znanego mu z widzenia mężczyzny użyto niebezpiecznego narzędzia. Według obrończyni nie znał wtedy narodowości drugiej strony.

Sprawa dotarła na posiedzenie rządu

Skala reakcji wykroczyła poza Wrocław. Do napaści odniósł się premier Donald Tusk przed rozpoczęciem posiedzenia Rady Ministrów, zaznaczając, że nie mówiłby o tym na otwarcie obrad, gdyby nie powtarzające się w ostatnim czasie akty przemocy, których ofiarami bardzo często padają Ukraińcy i Ukrainki. O zatrzymaniach informował także szef MSWiA Marcin Kierwiński.

Konsulat Generalny Ukrainy przeprowadził po zdarzeniu rozmowy z przedstawicielem Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu. Efektem mają być materiały informacyjne w języku ukraińskim na stronach dolnośląskiej policji, zawierające między innymi wskazówki dotyczące kontaktu ze służbami, prawa osób pokrzywdzonych i informacje o wsparciu konsularnym.

Co dalej

Trzeci z napastników wciąż jest poszukiwany, co potwierdza podkomisarz Aleksandra Freus z Komendy Miejskiej Policji we Wrocławiu. Śledczy czekają na pełny materiał dowodowy, w tym nagrania ze sklepu. Decyzje o areszcie zostaną zaskarżone przez obrońców.

DOWIEDZ SIE WIECEJ:
Kobiece „W prawo" doprowadziło do kolizji. Nagranie trafiło do sieci
Kobiece „W prawo" doprowadziło do kolizji. Nagranie trafiło do sieci
Koniec L4 na przedłużenie weekendu. System sam wyłapie podejrzane zwolnienia
Koniec L4 na przedłużenie weekendu. System sam wyłapie podejrzane zwolnienia