Spacer z psem zamienił się w sytuację, którą zna wielu właścicieli czworonogów. Mężczyzna prowadził swojego psa na smyczy, gdy w ich kierunku ruszył biegający luzem, agresywny pies. Gdy doszło do ataku, właściciel sięgnął po gaz pieprzowy. Reakcja była natychmiastowa, a całe zajście trafiło później do sieci jako przestroga.
Do zdarzenia doszło podczas zwykłego spaceru. Autor nagrania szedł ze swoim psem prowadzonym na smyczy, gdy zauważył zbliżającego się szybko, niekontrolowanego czworonoga. Zwierzę poruszało się bez żadnego nadzoru, a jego właścicielka znajdowała się w sporej odległości i nie była w stanie go odwołać.
Atak i błyskawiczna reakcja
Gdy obcy pies zaatakował, mężczyzna nie czekał. Sięgnął po gaz pieprzowy i rozpylił go w stronę napastnika. Działanie środka okazało się niemal natychmiastowe, co pozwoliło powstrzymać agresywne zwierzę i uchronić prowadzonego na smyczy psa przed pogryzieniem.
Przypominamy: nieodwoływalny pies powinien być prowadzony na smyczy (a w zależności od sytuacji i charakteru psa także w kagańcu).
— Służby w akcji (@Sluzby_w_akcji) June 25, 2026
Filmik: puchalke_offical instagram pic.twitter.com/geFJQWmHNI
Zamiast przeprosin, groźby
Chwilę później na miejscu pojawiła się właścicielka biegającego luzem psa. Zamiast przeprosić za to, że jej zwierzę zaatakowało, kobieta zaczęła głośno krzyczeć i odgrażać się sądem. Autor nagrania tłumaczył, że jedynie bronił swojego pupila przed agresorem, którego kobieta nie potrafiła opanować.
Nagranie jako przestroga
Mężczyzna zdecydował się opublikować film, by uświadomić innym właścicielom zwierząt, że w sytuacji bezpośredniego zagrożenia mają prawo bronić swoich pupili. Zwrócił też uwagę na prosty sposób, który pozwala ochronić własnego psa przed działaniem gazu w takich momentach: wystarczy trzymać go na smyczy i mieć nad nim kontrolę.
Co na to przepisy
Właściciel psa odpowiada za jego zachowanie. Osoba, która puszcza zwierzę luzem i nie panuje nad nim w miejscu publicznym, może w świetle prawa ponieść odpowiedzialność za niezachowanie ostrożności przy trzymaniu zwierzęcia, zwłaszcza jeśli dojdzie do zaatakowania innego psa lub człowieka. Kwestia ewentualnych roszczeń, którymi groziła właścicielka, pozostaje na razie otwarta.