Sprawa wyszła na jaw dopiero teraz, ale kręciła się od dłuższego czasu w jednym z lokali przy ulicy Piotrkowskiej w Łodzi. Klub „go-go", świecące neony, drinki i klimat rozrywki. A za kulisami, jak ustalili śledczy, działała zorganizowana grupa przestępcza, która okradała własnych klientów.
Policjanci Centralnego Biura Śledczego Policji, pod nadzorem łódzkiego pionu Prokuratury Krajowej, zatrzymali 8 osób podejrzanych o udział w grupie. Straty pokrzywdzonych to kwoty od kilkuset złotych do nawet 70 tysięcy. Ktoś wyszedł z lokalu lżejszy o równowartość niezłego samochodu.
Jak działał mechanizm
Z ustaleń wynika, że sprawcy doprowadzali klientów do niekorzystnego rozporządzenia mieniem. Brzmi urzędowo, ale w praktyce chodziło o nieautoryzowane transakcje finansowe i zwyczajny zabór mienia. Ktoś przychodził się zabawić, a wychodził z pustym kontem albo bez portfela.
I tu robi się ciekawie. Pieniądze pochodzące z tych przestępstw miały następnie trafiać na rachunki bankowe osób zatrudnionych w klubie. Według śledczych mogło to służyć ukrywaniu przestępczego pochodzenia środków. Innymi słowy, pralnia działała w tym samym miejscu, gdzie odbywał się cały proceder.
Kto wpadł
W drugiej połowie czerwca funkcjonariusze CBŚP przeprowadzili działania, w wyniku których zatrzymano 8 obywateli Polski, 5 kobiet i 3 mężczyzn, w wieku od 23 do 38 lat. Wszyscy trafili do Wydziału Zamiejscowego Prokuratury Krajowej w Łodzi.
Tam usłyszeli zarzuty. Chodzi między innymi o udział w zorganizowanej grupie przestępczej, oszustwa oraz pranie pieniędzy. Jednej osobie postawiono cięższy zarzut, czyli kierowania grupą przestępczą. Na wniosek prokuratora sąd zdecydował o zastosowaniu wobec niej tymczasowego aresztowania.
Co dalej
Lokal, którego dotyczy śledztwo, już nie działa. Ale sprawa jest rozwojowa, a śledczy zapowiadają kolejne czynności procesowe. Nie można więc wykluczyć następnych zatrzymań.
Za zarzucane czyny członkom grupy grozi kara do 10 lat pozbawienia wolności. Osobie podejrzanej o kierowanie grupą jeszcze więcej, bo do 15 lat.
Jeśli zdarza wam się bawić w takich miejscach, warto pilnować swojego portfela i konta jak oka w głowie. Bo czasem największe niebezpieczeństwo nie stoi przy barze, tylko po drugiej stronie kasy.