Czy chirurg może operować w szesnastej godzinie swojej pracy? To pytanie zadał na antenie Polsat News Grzegorz Jankowski i na żywo próbował policzyć, ile właściwie jest 500 godzin pracy w miesiącu. Wynik tych rachunków jest tak absurdalny, że trudno w niego uwierzyć, a mimo to nie odbiega daleko od tego, co naprawdę dzieje się w polskich szpitalach.

Gościem programu był Łukasz Jankowski, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej. Punktem wyjścia rozmowy była prosta arytmetyka. Przy ośmiogodzinnym dniu pracy 500 godzin to 62 dni roboczych w miesiącu, a miesiąc ma najwyżej trzydzieści kilka. Gdyby ktoś pracował po 16 godzin dziennie, wyszłyby 31 dni, czyli cały miesiąc z sobotami, niedzielami i jeszcze kawałkiem kolejnego. Prezes NRL przyznał, że takie przypadki się zdarzają, jeśli lekarz dyżuruje praktycznie bez przerwy. Padła też ostrożniejsza liczba: być może nie 500, lecz 350-400 godzin, co i tak oznacza 25 dni szesnastogodzinnej harówki w miesiącu.

Sosnowiec: prawie 5 tysięcy godzin w rok

To nie są wyłącznie hipotezy. W jednym ze szpitali w Sosnowcu lekarz przepracował w ciągu roku 4881 godzin, czyli średnio niemal 14 godzin dziennie, bez urlopów i bez dni wolnych. Ujawniła to kontrola Najwyższej Izby Kontroli. Ten sam raport wskazał na dyżury trwające nawet 124 godziny z rzędu, a więc ponad pięć dób bez przerwy na sen.

Skala robi wrażenie dopiero w zestawieniu: łączna liczba godzin przepracowanych przez tego jednego lekarza była wyższa niż suma godzin pięciu etatowych lekarzy z tego samego oddziału. Jedna osoba zastąpiła pięć.

Skąd się to bierze

Ekspertka do spraw ochrony zdrowia dr Małgorzata Gałązka-Sobotka tłumaczy, że problemem jest brak twardych limitów. W Polsce nie ma sztywnego ograniczenia liczby godzin ani liczby etatów, jakie lekarz może łączyć. System tworzy więc pokusę podpisywania kolejnych kontraktów, a to prowadzi do skrajnego przeciążenia i może zagrażać bezpieczeństwu pacjentów.

Mechanizm jest prosty. Ustawowa norma czasu pracy w podmiotach leczniczych wynosi 7 godzin 35 minut na dobę i przeciętnie 37 godzin 55 minut tygodniowo. To dotyczy jednak umowy o pracę. Lekarze pracujący na kontraktach i umowach cywilnoprawnych nie podlegają już tym samym ograniczeniom, mogą więc dokładać kolejne dyżury w różnych placówkach, a nikt nie sumuje tego w jedną całość.

Milion złotych i radny z Ursusa

Drugi głośny przypadek to lekarz w trakcie specjalizacji, który zasiada w radzie warszawskiej dzielnicy Ursus. W oświadczeniu majątkowym za 2025 rok wykazał dochód z działalności gospodarczej przekraczający 1,5 mln zł. Szpital poinformował, że w ciągu roku przepracował on 3976 godzin na podstawie umów cywilnoprawnych i kontraktowych, czyli średnio 331 godzin miesięcznie. Placówka podkreśliła, że nie był w tym czasie zatrudniony na umowę o pracę.

Rzecznik Naczelnej Izby Lekarskiej Jakub Kosikowski określił tę sytuację jako absolutnie wyjątkową. Sprawa wywołała szeroką dyskusję w sieci, bo zderzyły się w niej dwa wątki naraz: ogromne zarobki z jednej strony i pytanie o granice ludzkiej wytrzymałości z drugiej.

Skoro brakuje lekarzy, czemu nie kształci się ich więcej?

Nasuwa się oczywisty wniosek: jeśli ci sami lekarze biorą po kilkaset godzin nadgodzin miesięcznie, to znaczy, że rąk do pracy jest za mało, więc trzeba przyjmować więcej studentów na medycynę. Rzeczywistość jest jednak bardziej skomplikowana, a kierunek zmian idzie wręcz odwrotny.

Limity przyjęć na studia lekarskie są dziś blisko dwukrotnie wyższe niż kilkanaście lat temu, gdy wynosiły od 3 do 4 tysięcy miejsc. W ubiegłym roku akademickim limit sięgnął 10 504 miejsc. Ministerstwo Zdrowia właśnie sygnalizuje jednak, że to koniec wzrostów. Wiceministra Katarzyna Kęcka zapowiedziała, że nabór pozostanie na zbliżonym poziomie, czyli około 9,2 tys. studentów na pierwszym roku medycyny po polsku, i że nie ma już potrzeby dalszego zwiększania limitu. Resort argumentuje to racjonalnym wydawaniem środków publicznych i tym, by wykształceni lekarze mieli w przyszłości realne miejsca pracy. Tegoroczny nabór może być ostatnim tak liczny, bo w kolejnych latach limity mogą zacząć spadać.

Dlaczego mimo przeciążonych lekarzy resort zwalnia tempo? Bo, jak wynika z analiz ministerstwa, za około pięć lat Polska osiągnie pełne zabezpieczenie potrzeb kadrowych. Już pod koniec 2024 roku przypadało u nas blisko 4 lekarzy na 1000 mieszkańców, co odpowiada średniej unijnej. Problemem nie jest więc liczba lekarzy w skali kraju, lecz ich rozmieszczenie: na Mazowszu jest ich w przeliczeniu na mieszkańca ponad dwa razy więcej niż na Opolszczyźnie, w Lubuskiem czy na Warmii i Mazurach. Do tego dochodzi nierówne zainteresowanie poszczególnymi specjalizacjami.

Innymi słowy, rekordowe nadgodziny i braki kadrowe w wielu szpitalach to w dużej mierze efekt tego, że lekarze gromadzą się tam, gdzie są lepsze warunki, a unikają mniej atrakcyjnych regionów i dziedzin. Samo dorzucenie kolejnych tysięcy studentów problemu nie rozwiązuje, jeśli absolwenci i tak trafią w te same miejsca co dotychczas. Dlatego ministerstwo zapowiada raczej zmiany w systemie rezydentur, tak by młodzi lekarze byli kierowani tam, gdzie kadr faktycznie brakuje.

Co teraz

Jak zaznaczono w rozmowie na antenie, przypadki lekarzy z ekstremalną liczbą godzin trafiają obecnie do rzeczników odpowiedzialności zawodowej, i to ma być duża zmiana. Rzecznik bada, czy doszło do przewinienia zawodowego, czyli między innymi do naruszenia zasad etyki lekarskiej lub przepisów o wykonywaniu zawodu.

Sednem całej dyskusji pozostaje jednak pytanie, które padło najmocniej: czy pacjent ma świadomość, że operuje go ktoś, kto jest na nogach od kilkunastu godzin? Przemęczony lekarz to nie tylko jego własny problem zdrowotny. To również ryzyko dla każdego, kto trafia pod jego opiekę w szesnastej, dwudziestej czy trzydziestej godzinie nieprzerwanej pracy.

DOWIEDZ SIE WIECEJ:
Dlatego RAM kosztuje fortunę. Postacie z „Wiedźmina” ożywione przez AI
Dlatego RAM kosztuje fortunę. Postacie z „Wiedźmina” ożywione przez AI
„Co mam teraz kupić, samolot?” Popek chwalił się bogactwem na starym nagraniu
„Co mam teraz kupić, samolot?” Popek chwalił się bogactwem na starym nagraniu