Kilkanaście godzin po tym, jak historia legendarnego suma z Balatonu na Gocławiu obiegła polskie media, stołeczna policja wytypowała i zatrzymała mężczyznę podejrzanego o bezpośredni udział w całym zdarzeniu. To 57-letni obywatel Ukrainy.

Jak podała policja z Komendy Rejonowej Policji VII Praga Południe, zatrzymanie nastąpiło we wtorek, 2 czerwca - niemal natychmiast po tym, gdy sprawa trafiła do mediów. Funkcjonariusze Wydziału Kryminalnego nie potrzebowali wiele czasu - mężczyzna został ustalony i zatrzymany niedługo po ukazaniu się pierwszych doniesień prasowych dotyczących zdarzenia, do którego doszło kilka dni wcześniej.

Obecnie sprawą zajmuje się Wydział Dochodzeniowo-Śledczy, który prowadzi czynności mające na celu dokładne wyjaśnienie wszystkich okoliczności połowu. Policjanci gromadzą materiał dowodowy, na podstawie którego zostaną podjęte dalsze decyzje procesowe. Sprawa jest traktowana poważnie - suma wyłowiono w trakcie obowiązującego okresu ochronnego, co może wyczerpywać znamiona kłusownictwa.

Nagranie z tego zajścia znajduje się tutaj:

Ukraińcy wyłowili w okresie ochronnym legendarnego suma w Warszawie, żywego zapakowali do bagażnika i wywieźli
Jeziorko Balaton na warszawskim Gocławiu od ponad dwóch dekad miało swojego króla - ogromnego suma, którego znali wszyscy lokalni wędkarze. Każdy marzył, żeby go złowić i wypuścić. Zamiast tego ryba trafiła żywcem do bagażnika i zniknęła. W środku okresu ochronnego. Walka na wodzie, tłum na pomoście Do zdarzenia doszło 29

Przypomnijmy tło sprawy

Kilka dni temu nad warszawskim Balatonem - czyli jeziorkiem Gocławskim w dzielnicy Praga-Południe - mężczyzna wyciągnął z wody gigantycznego suma. Według relacji świadków ryba mierzyła od 173 do nawet 182 cm. Informacja o połowie błyskawicznie rozeszła się za pośrednictwem facebookowej grupy "Gocław | Mieszkańcy", gdzie jeden z internautów donosił, że nad Balatonem złowiony został "wielki Potwór Sum".

Problem w tym, że połów odbył się w momencie, gdy na suma obowiązywał bezwzględny zakaz wędkowania. Ryba została złowiona w trakcie okresu ochronnego, a świadkowie udokumentowali, że okaz opuścił łowisko - do jego transportu z wody na ląd wykorzystano rowerek wodny, po czym ryba żywcem trafiła do bagażnika samochodu i odjechała.

Legendarny mieszkaniec jeziorka

Część okolicznych mieszkańców twierdziła, że sum żył w zbiorniku od nawet 20 lat, co sprawiło, że stał się dla wielu lokalną atrakcją i nieformalnym "symbolem" Balatonu. Widok ryby leżącej na chodniku w otoczeniu gapiów wzbudził ogromne emocje. Internauci komentowali ze smutkiem i oburzeniem - wielu z nich nie kryło żalu, że zamiast zrobić zdjęcie i wypuścić okaz z powrotem do wody, zdecydowano się go zabrać.

Policja zareagowała na doniesienia z mediów

Policja nie dysponowała oficjalnym zgłoszeniem w tej sprawie, jednak po pojawieniu się nagrań i zdjęć w mediach społecznościowych funkcjonariusze natychmiast podjęli czynności sprawdzające i zabezpieczyli materiały dostępne w internecie.

Działania kryminalne okazały się błyskawiczne. Już następnego dnia po ukazaniu się medialnych relacji 57-latek był w rękach policji. Jak informuje rzeczniczka KRP VII - podinsp. Joanna Węgrzyniak - aktualnie trwają czynności mające na celu dokładne wyjaśnienie przebiegu zdarzenia. Dalsze decyzje procesowe uzależnione będą od zebranego materiału dowodowego.

Co grozi za kłusownictwo?

Połów ryb w okresie ochronnym jest wykroczeniem lub przestępstwem w zależności od okoliczności. Przepisy ustawy o rybactwie śródlądowym przewidują kary grzywny, a w poważniejszych przypadkach - przepadek sprzętu i ryby oraz odpowiedzialność karną. Ostateczna kwalifikacja prawna czynu będzie zależała od ustaleń policji i ewentualnej prokuratury.

DOWIEDZ SIE WIECEJ:
Pod Piłą zderzyły się dwa pociągi. Pasażerowie nagrali, jak wyglądał skład po zdarzeniu
Pod Piłą zderzyły się dwa pociągi. Pasażerowie nagrali, jak wyglądał skład po zdarzeniu
Mer Lwowa ogłosił w Gdańsku podpisanie sześciu umów. Wśród partnerów ani jednej polskiej firmy
Mer Lwowa ogłosił w Gdańsku podpisanie sześciu umów. Wśród partnerów ani jednej polskiej firmy