Jeziorko Balaton na warszawskim Gocławiu od ponad dwóch dekad miało swojego króla - ogromnego suma, którego znali wszyscy lokalni wędkarze. Każdy marzył, żeby go złowić i wypuścić. Zamiast tego ryba trafiła żywcem do bagażnika i zniknęła. W środku okresu ochronnego.
Walka na wodzie, tłum na pomoście
Do zdarzenia doszło 29 maja nad wieczór. Grupie mężczyzn - obcokrajowców, jak relacjonują świadkowie - udało się zahakować rybę, z którą przez długi czas nie mogli sobie poradzić. Sum był tak silny, że ciągnął wędkarza w stronę głębiny. Pomysł na rozwiązanie problemu był niecodzienny - mężczyźni wypożyczyli rower wodny i kontynuowali walkę z jeziora. Przez długi czas gigant holował plastikowy rowerek od jednego brzegu do drugiego.
Kiedy w końcu udało się wyciągnąć rybę na pomost, zebrał się tłum liczący około stu osób. Miarka wskazała prawie 2 metry długości - według różnych relacji od 173 do 182 cm - a wagę szacowano na blisko 40 kilogramów. Zdjęcia robiły nawet dzieci.
Skrócone nagranie
Ignorując protesty, zapakowali go do bagażnika
I tutaj sportowy zachwyt zamienił się w awanturę. Świadkowie głośno przypomnieli, że trwa okres ochronny suma - obowiązujący na Mazowszu do 31 maja. Mężczyźni zignorowali tłum. Żywą rybę zapakowali do bagażnika i odjechali.
30 maja rano wpis w facebookowej grupie „Gocław | Mieszkańcy" zelektryzował lokalną społeczność. Relacja autora była prosta i dosadna: wielki sum złowiony w Balatonku, zabrany w bagażniku w środku okresu ochronnego.
Cały materiał:
Internet zawrzał
Komentarze nie pozostawiają wątpliwości co do tego, jak mieszkańcy oceniają całe zdarzenie. Internauci piszą wprost o kłusownictwie i barbarzyństwie, a część z nich domaga się namierzenia sprawców - kamery monitoringu są na tym terenie wszechobecne, a jeden z mężczyzn przyznał się do posiadania karty wędkarskiej, co oznacza, że obowiązujące przepisy znał lub znać powinien.
Pojawiły się też głosy po drugiej stronie. Część komentujących zauważa, że tak ogromny drapieżnik w małym, płytkim zbiorniku stanowił zagrożenie - dla kąpiących się dzieci, osób pływających rowerami wodnymi, a także dla lokalnych kaczek i mniejszych ryb. Jeden z wątków dotyczy też zdrowia samych sprawców: sumy z miejskich akwenów często żywią się szczurami, które mogą być zatrute środkami chemicznymi. Toksyny kumulują się w tkankach drapieżnika, a ich spożycie może być bardzo szkodliwe dla człowieka.
Co grozi za złowienie suma w okresie ochronnym?
Polskie przepisy są jednoznaczne. Na Mazowszu sum europejski objęty jest ochroną od 1 stycznia do 31 maja. Złowienie go w tym czasie - a tym bardziej zabranie - traktowane jest jako czyn kłusowniczy. Grozi za to utrata sprzętu, ograniczenie wolności lub nawet do dwóch lat więzienia.
Sprawa ma też wymiar szerszy. Część komentujących przypomina, że dokładnie to samo robili Polacy dwadzieścia lat temu w Anglii - nie znając tamtejszej zasady „złap i wypuść", masowo wywozili ryby z brytyjskich rzek, co skończyło się tablicami zakazującymi wstępu polskim wędkarzom. Historia zatoczyła koło - tym razem nad warszawskim Balatonem.