Na sali sądowej odczytano treść przechwyconego grypsu z aresztu. Łukasz Żak prosił w nim kolegów z wolności o dostarczenie narkotyków, a kanałem przerzutowym miała być jego adwokatka. „Ogarnij mi to, o co cię prosiłem, przez adwokatkę, tego antka i pszczółkę" - brzmi cytowany fragment. W czwartek zapada wyrok.

Przed Sądem Rejonowym dla Warszawy-Śródmieścia zakończył się proces w sprawie śmiertelnego wypadku na Trasie Łazienkowskiej. W mowie końcowej prokuratura nie ograniczyła się do samego zdarzenia z września 2024 roku. Odtworzyła to, co działo się przed nim, po nim i w areszcie.

„Antek" i „pszczółka"

Gryps stał się jednym z najmocniejszych punktów wystąpienia prokurator Katarzyny Niemiec-Rudnickiej. Żak prosił w nim znajomych o dostarczenie mu narkotyków, które w slangu więziennym określa się jako „antka" i „pszczółkę". Chodzi o mefedron i amfetaminę.

Kluczowy jest jednak nie sam towar, lecz droga jego przerzutu. W treści grypsu wprost pada, że wszystko ma trafić do niego przez adwokatkę.

To nie było odosobnione zachowanie. Prokuratura wskazywała, że w areszcie Żak zbierał kary dyscyplinarne, między innymi za próby kontaktowania się z osadzonymi z innej celi i próby przemytu narkotyków. Miał też nielegalnie posiadany telefon w celi.

Groźby i zapewnienia o miłości

Równolegle Żak próbował wpływać na przebieg samego procesu. Jak opisywała prokurator, wobec części świadków stosował zawoalowane groźby. Wobec byłej dziewczyny wybrał zupełnie inną metodę i posługiwał się zapewnieniami o miłości.

Mechanizm był w obu przypadkach ten sam. Chodziło o to, żeby zeznania na sali sądowej wypadły po jego myśli.

225 km/h w centrum Warszawy

Do wypadku doszło w nocy z 14 na 15 września 2024 roku około godziny 1:30 na Trasie Łazienkowskiej, na wysokości przystanku Torwar. Volkswagen Arteon, którym kierował Łukasz Żak, uderzył w tył Forda Focusa. Fordem wracała do domu czteroosobowa rodzina.

Z opinii biegłych wynika, że Arteon jechał około 225 km/h. To maksymalna prędkość, jaką ten model może osiągnąć. Kierowca był pod wpływem alkoholu, we krwi mogło mieć od 1,1 do 1,4 promila. Przed zderzeniem nie podjął próby hamowania ani żadnego manewru obronnego. Całą jazdę filmował telefonem.

Zginął 37-letni Rafał P., pasażer Forda. Do szpitala trafiła kierująca autem 37-letnia żona zmarłego oraz ich dzieci w wieku czterech i ośmiu lat. Hospitalizacji wymagała także Paulina K., pasażerka Volkswagena.

Uciekł, pił dalej, „zdjął łeb"

Żak nie zainteresował się losem nikogo. Ani rodziny w Fordzie, ani własnej pasażerki, która została ranna. Uciekł z miejsca zdarzenia.

Prokurator przytoczyła przed sądem, jak mówił potem przez telefon o tym, co się stało. Padły sformułowania o „zdjęciu łba" i „odjebaniu typa". Zdaniem oskarżycielki te słowa najlepiej pokazują stopień demoralizacji oskarżonego i całkowity brak empatii wobec zabitego człowieka oraz jego rodziny.

Następnie w mieszkaniu znajomych pił dalej wódkę i zajmował się wyłącznie organizowaniem własnej ucieczki z kraju. Wyjechał z Polski. Zatrzymano go w Niemczech.

Kilka miesięcy po wyjściu z więzienia za jazdę mimo zakazu

Prokurator Niemiec-Rudnicka stwierdziła, że nie znalazła w tej sprawie żadnych okoliczności łagodzących. Żak był wcześniej wielokrotnie skazywany: za przestępstwa narkotykowe, za prowadzenie pojazdu po alkoholu i za łamanie sądowego zakazu prowadzenia pojazdów.

Najistotniejszy jest jednak jeden szczegół z jego kalendarza. Kilka miesięcy przed wypadkiem opuścił zakład karny, gdzie odbywał karę właśnie za prowadzenie pojazdu mimo zakazu. Po wyjściu wsiadł pijany za kierownicę, wypiwszy wcześniej pół butelki wódki, i rozpędził auto do prędkości, jakiej przeciętny kierowca nie osiąga nawet na autostradzie.

Zdaniem prokuratury wcześniejsze kary nie tylko nie przyniosły efektów resocjalizacyjnych, ale wręcz pogłębiały jego degenerację.

Czego żąda prokuratura

Oskarżycielka wniosła o maksymalną dopuszczalną karę, czyli 20 lat pozbawienia wolności, z zastrzeżeniem, że o warunkowe przedterminowe zwolnienie Żak mógłby ubiegać się dopiero po odbyciu 15 lat. Do tego dożywotni zakaz prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych, po 300 tysięcy złotych zadośćuczynienia dla żony i syna ofiary oraz 10 tysięcy złotych na Fundusz Pomocy Pokrzywdzonym.

Na ławie oskarżonych zasiedli także znajomi Żaka, którzy odpowiadają za nieudzielenie pomocy ofiarom wypadku i pomoc w ucieczce. Dla Mikołaja N., Damiana J. i Macieja O. prokuratura zażądała łącznie 3 lat pozbawienia wolności i po 75 tysięcy złotych na rzecz wdowy i jej dzieci. Dla Kacpra K., który odpowiada również za prowadzenie samochodu w stanie nietrzeźwości, 3 lat i 6 miesięcy więzienia, pięcioletniego zakazu prowadzenia pojazdów oraz 75 tysięcy złotych dla poszkodowanych i 10 tysięcy na Fundusz Sprawiedliwości. Dla Aleksandra G., który miał organizować ucieczkę, roku i 6 miesięcy pozbawienia wolności.

Linia obrony i przeprosiny

Obrończyni Żaka, adwokat Izabela Ławińska, przekonywała, że jej klient został skazany przez opinię publiczną jeszcze przed zakończeniem procesu. Argumentowała, że stał się symbolem społecznego oburzenia i obiektem powszechnej nienawiści, a sprawiedliwa kara to nie kara najwyższa, lecz proporcjonalna.

Obrona nie kwestionowała ustaleń śledztwa co do przebiegu zdarzenia. Wskazywała natomiast, że oskarżony odpowiada za czyn nieumyślny i że popełnił błąd, choć tragiczny i niewybaczalny, a nie realizował zbrodniczy plan.

Na koniec procesu Żak wstał i przeprosił Ewelinę P. za to, że zabił jej męża. Twierdził, że nigdy nie chciał doprowadzić do tragedii. Jak relacjonowano z sali, miał przy tym łzy w oczach. Prokuratura oceniła jednak, że przepraszał głównie swoich znajomych, a nie rodzinę ofiar, a pełnomocniczka pokrzywdzonych nie dostrzegła u niego skruchy ani refleksji.

Głos wdowy

Ewelina P. mówiła przed sądem, że nie ma kary, która zrekompensowałaby to, co się wydarzyło. Chciałaby, żeby wyrok był przestrogą dla osób wsiadających za kierownicę po alkoholu, ale też dla ich bliskich. Jeśli ktoś wie, że dana osoba nie powinna prowadzić, powinien zareagować.

Sama nie ma złudzeń co do własnej przyszłości. Powiedziała wprost, że wie, iż nie wróci już do normalności. Dodała, że jeśli historia jej rodziny ma szansę uratować choć jedno życie, to warto.

Co dalej

Sędzia Maciej Mitera odroczył ogłoszenie wyroku do czwartku 16 lipca. Wtedy zapadnie rozstrzygnięcie zarówno wobec Łukasza Żaka, jak i wobec pozostałych oskarżonych.

DOWIEDZ SIE WIECEJ:
Zapytał internautów, które przedszkole w Poznaniu zaatakować. Miał maczetę i gotowy plan
Zapytał internautów, które przedszkole w Poznaniu zaatakować. Miał maczetę i gotowy plan
Robert w Chicago, Ania na koncercie w Warszawie. W sieci ruszyła dyskusja, gdzie powinna była być
Robert w Chicago, Ania na koncercie w Warszawie. W sieci ruszyła dyskusja, gdzie powinna była być