Dorota Rabczewska opublikowała w poniedziałek na TikToku nagranie, na którym odczytuje pismo, jakie miała otrzymać z sądu w sprawie Tomasza Matysiaka, znanego jako Szalony Reporter. Według jej relacji dokument pochodzi z wydziału karnego. Wokalistka zapowiedziała, że nie zamierza odpuszczać, i zasugerowała, że sprawa może się skończyć zamknięciem konta twórcy.
Co według Dody jest w piśmie
Z odczytanego fragmentu wynika, że Matysiak miał ukryć na swoich kanałach podcasty naruszające prywatność wokalistki, jednak materiały te wciąż pozostają dostępne na jego profilach.
W dokumencie ma też padać stwierdzenie, że jego działania, choć pozbawione bezpośrednich gróźb, mogą zostać uznane za tworzące atmosferę zagrożenia.
Samego pisma nikt poza Rabczewską publicznie nie pokazał. Znamy je wyłącznie z jej odczytania i w takim kształcie trafiło do mediów.
Doda pochwaliła się na swoim social mediach, że "dojeżdża" Szalonego Reportera.
— deZeZed (@deZeZed) August 3, 2026
"To tak na wypadek, gdybyście myśleli, że opadł mi zapał albo że tylko rzucam słowa na wiatr. Nigdy tego nie robię.
I wam również radzę, aby korzystać z możliwości, które daje nam wymiar… pic.twitter.com/lDaQjLd5se
"Karma smakuje bardziej"
Nagranie wokalistka opatrzyła komentarzem, który był skierowany zarówno do Matysiaka, jak i do obserwujących.
Stwierdziła, że opublikowała je na wypadek, gdyby ktoś sądził, że opadł jej zapał albo że rzuca słowa na wiatr. Zachęciła też, by korzystać z możliwości, jakie daje wymiar sprawiedliwości, coraz lepiej zaznajomiony z nękaniem i zastraszaniem w internecie.
Najmocniej wybrzmiało zakończenie. Rabczewska podkreśliła, że sława ani prowadzenie podcastów nie zwalniają nikogo z odpowiedzialności karnej ani cywilnej, po czym dodała, że karma smakuje jej bardziej, zwłaszcza gdy kończy się zamknięciem konta.
To ostatnie zdanie jest zapowiedzią, nie stanem faktycznym. Kanały Szalonego Reportera na razie działają.
Spór ciągnie się od ponad roku
Konflikt zaczął się od serii materiałów, które Matysiak publikował na temat wokalistki. Wśród jego rozmówców byli między innymi Emil Stępień, były mąż Rabczewskiej, oraz kobieta przedstawiana jako jej dawna znajoma.
Wokalistka od dawna prowadzi na tym froncie działania prawne. W czerwcu 2025 roku pokazała postanowienie Sądu Okręgowego w Warszawie zakazujące rozpowszechniania jednego z wywiadów ze Stępniem. Matysiak odpowiadał wtedy, że poza jednym telefonem od osoby przedstawiającej się jako pełnomocniczka Dody nic oficjalnego do niego nie trafiło.
Sądowe rozstrzygnięcia w tym sporze nie idą zresztą wyłącznie w jedną stronę. W lipcu 2025 roku ten sam sąd zabezpieczył dobra osobiste Dariusza Pachuta, byłego partnera wokalistki, zakazując jej publicznego wypowiadania się na jego temat do zakończenia procesu.
Matysiak nie odniósł się jeszcze publicznie do poniedziałkowego nagrania.