Wstrząsające doniesienia z niewielkiej wsi na Suwalszczyźnie. Prokuratura Rejonowa w Suwałkach wszczęła śledztwo w sprawie 47-letniego rodzeństwa, które według ustaleń mediów przez blisko 30 lat miało nie opuszczać rodzinnego domu. Brat i siostra trafili do szpitala psychiatrycznego. Śledczy podkreślają jednak, że sprawa jest na bardzo wczesnym etapie, a nie wszystkie krążące po okolicy relacje muszą odpowiadać rzeczywistości.

Jak wyszła na jaw sprawa

Z ustaleń Wirtualnej Polski, która jako pierwsza opisała sprawę, wynika, że rodzeństwo ukończyło szkołę podstawową w połowie lat 90., a potem przestało być widywane we wsi. Rodzice mieli tłumaczyć sąsiadom, że córka wstąpiła do klasztoru w Sejnach, a syn wyjechał do pracy za granicę.

Wątpliwości pojawiły się dopiero po śmierci ojca w styczniu 2026 roku. Na pogrzebie zabrakło jego dzieci, a wdowa miała udzielać żałobnikom sprzecznych wyjaśnień - jednym mówiła, że dzieci nie dostały wolnego w pracy, innym, że były na różańcu w kaplicy, choć nikt z uczestników modlitwy ich nie widział.

Anonimowe zgłoszenie i interwencja

Według relacji jednej z mieszkanek, na policję trafił później anonim z informacją, że rodzeństwo nigdy nie opuściło domu i było w nim przetrzymywane. Jak wyjaśniła szefowa Prokuratury Rejonowej w Suwałkach Katarzyna Bojarska, zgłoszenie wpłynęło za pośrednictwem Krajowej Mapy Zagrożeń Bezpieczeństwa, czyli internetowego narzędzia do anonimowego przekazywania informacji policji.

Na posesji przeprowadzono przeszukanie w celu zweryfikowania doniesień. Rodzeństwo przewieziono do szpitala, na miejscu obecni byli też pracownicy Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej. To właśnie szpital oraz GOPS skierowały do prokuratury zawiadomienia.

Śledztwo w kierunku znęcania się

Prokuratura wszczęła śledztwo z artykułu dotyczącego znęcania się nad osobami nieporadnymi ze względu na stan psychiczny lub fizyczny, w związku ze znęcaniem się nad osobami najbliższymi. Postępowanie toczy się w sprawie - nikomu dotąd nie postawiono zarzutów. Za tego rodzaju przestępstwo grozi kara od 6 miesięcy do 8 lat pozbawienia wolności.

Prokuratura studzi emocje

Śledczy zachowują dużą ostrożność w ocenie tego, co faktycznie wydarzyło się w gospodarstwie. Zastępca szefowej prokuratury Paweł Truchan zaznaczył, że na tym etapie nie jest pewne ani to, czy rodzeństwo było przetrzymywane dokładnie przez 30 lat, ani nawet czy w ogóle uprawnione jest słowo "przetrzymywane".

Jak wskazał prokurator, rodzeństwo mieszkało razem z rodzicami i starszą siostrą, a obie osoby były nieporadne ze względu na stan psychiczny. Nie można wykluczyć, że rodzina stosowała wobec nich pewne środki ostrożności, by nie zrobili sobie krzywdy. Trwają ustalenia, w jakim okresie u rodzeństwa ujawniła się choroba.

Mała, odcięta społeczność

Zdarzenia rozegrały się w bardzo małej miejscowości o luźnej zabudowie, gdzie domy oddalone są od siebie o kilkaset metrów. Ze względu na wielkość wsi media nie ujawniają jej nazwy ani dokładnej lokalizacji. Sąsiedzi w rozmowach z dziennikarzami przyznają, że są wstrząśnięci i nie potrafią pojąć, jak przez niemal trzy dekady nikt nie zajrzał za bramę gospodarstwa.

Śledztwo dopiero się rozpoczyna, a kolejne ustalenia będą zależeć m.in. od opinii biegłych i stanu zdrowia rodzeństwa.

DOWIEDZ SIE WIECEJ:
Kiedy tata zostaje w domu i pokazuje mamie, jak pilnuje synów. Nagranie z basenu dostało 17 milionów lajków
Kiedy tata zostaje w domu i pokazuje mamie, jak pilnuje synów. Nagranie z basenu dostało 17 milionów lajków
Wstrzymał oddech pod wodą na 29 minut. Nagranie z bicia rekordu robi ogromne wrażenie
Wstrzymał oddech pod wodą na 29 minut. Nagranie z bicia rekordu robi ogromne wrażenie