Miesiąc po tym, jak pasażer metra bez słowa wypchnął głośnik zagranicznego twórcy na peron, ten sam numer odstawił Polak. Przemek Skulski, znany w sieci jako skulak_95, wjechał do wagonu z dużym przenośnym głośnikiem i nagrywał z tego materiał. Efekt okazał się inny, niż zakładał: pod nagraniem posypały się komentarze, w których nikt nie bawi się w dyplomację.
Głośna muzyka i kamera w wagonie
Schemat jest znany i wyeksploatowany do granic: głośnik na maksa, muzyka na cały wagon, telefon nagrywa reakcje współpasażerów. Materiał trafił na profile obserwowane przez dziesiątki tysięcy osób, sam Instagram to około 180 tysięcy obserwujących. To nie jest przypadkowy użytkownik z kilkuset wyświetleniami, tylko konto z kontaktem do managementu i numerem do rezerwacji koncertów w opisie.
O poprzednim wyczynie pisaliśmy tutaj:

Komentarze zamiast zasięgów
Zamiast rozbawionej publiczności pod nagraniem zebrała się fala kpin. „Co za wieś" to jeden z najczęściej lajkowanych wpisów, ponad 200 polubień. Inny użytkownik napisał, że na jego miejscu spaliłby się ze wstydu, zaznaczając przy tym, że gdyby chociaż muzyka była dobra, dałoby się to przeżyć. Padło też krótkie „Ale wiocha" i mocniejsze: „Człowiek ze wsi wyjdzie, ale wieś z człowieka nigdy".
Charakterystyczne jest to, kto pisze. To nie są przypadkowi widzowie z zewnątrz, tylko odbiorcy jego własnych profili.
Ale Cwel Ty pic.twitter.com/XnP2i8Z56n
— Bartek (@Vyrewolwerowany) August 4, 2026
Dwa miesiące wcześniej głośnik wylądował na peronie
Pod koniec maja identyczny pomysł realizował w polskim metrze niemiecki twórca Streichbruder, który z chodzenia z głośnikiem zrobił sobie znak rozpoznawczy. Próbował rozkręcić w wagonie imprezę, zaczepiał pasażerów, a ci konsekwentnie go ignorowali. Skończyło się tak, że jeden z nich wstał, ściszył sprzęt, a chwilę później wypchnął głośnik przez otwarte drzwi na peron. Nagranie obiegło sieć, a komentujący byli po stronie pasażera.

Za odtwarzanie głośnej muzyki w środkach transportu można dostać mandat za zakłócanie porządku, w praktyce od 100 do 500 złotych.
Różnica między tymi dwoma przypadkami jest jedna i akurat ona tłumaczy ostrość reakcji. Tamten przyjechał z zagranicy i mógł nie wiedzieć, jak to zostanie odebrane. Ten wiedział.
