Głośna sprawa prosektorium w warszawskim Szpitalu Południowym nabiera nowego wymiaru. Media grzmiały o "handlu zwłokami", pobieraniu opłat od rodzin i komercjalizacji śmierci. A prokuratura właśnie ostudziła te doniesienia.

Placówka rozwiązała umowę o pracę z koordynatorem prosektorium bez wypowiedzenia, z winy pracownika i ze skutkiem natychmiastowym. Powodem jest ciężkie naruszenie podstawowych obowiązków pracowniczych, w szczególności brak poszanowania kultu osoby zmarłej oraz działanie na szkodę dobrego imienia szpitala.

Ale przy okazji tej decyzji szpital przypomniał coś, co w medialnym szumie łatwo było przeoczyć.

Prokuratura: takich praktyk nie stwierdzono

Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie prok. Antoni Skiba odniósł się 1 lipca do publicznie stawianego zarzutu "handlu zwłokami". Śledczy przeanalizowali materiał dowodowy i przesłuchali świadków.

Jak podano w oświadczeniu, w zakresie zarzutu "handlu zwłokami" "analizowany był materiał dowodowy w tym zakresie. Przesłuchiwani byli świadkowie i takie praktyki tj. narzucanie wyboru firmy pogrzebowej nie zostały stwierdzone. Nie zostały również zarejestrowane".

To istotne, bo właśnie narzucanie rodzinom konkretnego zakładu pogrzebowego było jednym z najgłośniejszych zarzutów opisywanych przez media.

Brak podstaw do postępowań karnych

Prokuratura poszła dalej. Zdecydowała, że brak jest podstaw prawnych do prowadzenia postępowań karnych w sprawach związanych z funkcjonowaniem prosektorium. Chodzi o sprawy, w których szpital sam złożył zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa - w związku z założeniem urządzeń podsłuchowych w prosektorium oraz z publikacją zdjęć z badań sekcyjnych.

Innymi słowy, część zawiadomień, które miały pomóc wyjaśnić sprawę, nie znalazła prawnego finału.

Apel o wstrzemięźliwość

W oświadczeniu pojawił się też wyraźny apel do dziennikarzy. Szpital zaznaczył, że wypowiedzi niektórych mediów o rzekomym "handlu ciałami zmarłych", w świetle ustaleń prokuratury, nie znajdują potwierdzenia w faktach.

"Apelujemy do mediów o wstrzemięźliwość w ferowaniu publicznych wyroków bez rzetelnego wyjaśnienia najcięższych zarzutów. Prawo społeczeństwa do informacji jest prawem do informacji rzetelnej. Nie jest ono realizowane przez upublicznianie niezweryfikowanych informacji wywołujących zrozumiałe, negatywne emocje opinii publicznej" - napisano.

O co chodziło w całej sprawie

Cała afera to pokłosie medialnych publikacji o nieprawidłowościach w prosektorium. Według tych doniesień kierujący prosektorium Artur Habowski miał promować firmę pogrzebową swojej wspólniczki, publikować zdjęcia ciał i ludzkich szczątków w mediach społecznościowych, a samo prosektorium miało być wynajmowane jako plan filmowy.

Pisano też o "handlu zwłokami" i regularnym pobieraniu opłat od rodzin. Media podawały konkretne kwoty - 100 zł za wydanie ciała, 500 zł za ubranie i umalowanie zmarłego, 1000 zł za balsamację czy od 1500 zł za "polecenie" konkretnego zakładu pogrzebowego.

Teraz, po ustaleniach prokuratury, część z tych najcięższych zarzutów zawisła w próżni. Śledczy nie potwierdzili narzucania firm pogrzebowych, a szpital zwolnił koordynatora, ale za naruszenie obowiązków pracowniczych, nie za przestępstwo.

Zarząd placówki zapowiedział jednocześnie, że wszelkie nadużycia będą zwalczane, błędy naprawiane, a konsekwencje personalne wyciągane.

Fragment oświadczenia Nowego Zarządu Warszawskiego Szpitala Południowego. Źródło: szpitalpoludniowy.pl
DOWIEDZ SIE WIECEJ:
Policjanci interweniowali w sprawie awantury domowej. Pijani rodzice 2-latka zaatakowali funkcjonariuszy
Policjanci interweniowali w sprawie awantury domowej. Pijani rodzice 2-latka zaatakowali funkcjonariuszy
Andrzej Bargiel dokonał historycznego wyczynu. Zjechał na nartach z Nanga Parbat z wysokości 8126 metrów
Andrzej Bargiel dokonał historycznego wyczynu. Zjechał na nartach z Nanga Parbat z wysokości 8126 metrów