Najpierw było 26 lat. A teraz dożywocie. Sąd Apelacyjny w Gdańsku w poniedziałek zaostrzył wyrok wobec Tomasza K., który zamordował swoją 31-letnią żonę i próbował upozorować jej śmierć jako wypadek kolejowy. Mężczyzna spędzi za kratami resztę życia.
Sąd I instancji uznał, że to była zbrodnia z premedytacją - a mimo to nie zdecydował się na najwyższy wymiar kary. Sąd Apelacyjny nie miał już takich wątpliwości.
Co się stało 10 stycznia 2024 roku
Tomasz K. przyjechał do salonu kosmetycznego, w którym pracowała jego żona Jolanta. Doszło do kłótni. A potem mężczyzna zadał kobiecie 11 ciosów trzonkiem młotka.
Ale to nie był koniec jego planu. Po zabójstwie przeniósł ciało żony do bagażnika samochodu i porzucił auto na torach kolejowych w Mezowie na Kaszubach. Wszystko po to, żeby śmierć Jolanty wyglądała na zwykły wypadek na przejeździe.
No właśnie - i tu pojawia się najmocniejszy dowód na to, że nic nie działo się przypadkiem.
"Nikt nie bierze młotka na rozmowę z żoną"
Prokuratura ustaliła, że Tomasz K. przygotowywał się do zbrodni. Miał wcześniej sprawdzać rozkład jazdy pociągów i zasłonić kamerę monitoringu. Wszystko zaplanowane co do szczegółu.
Obrona próbowała przekonywać sąd, że zbrodnia nie była zaplanowana, a młotek mężczyzna zabrał tylko po to, żeby zniszczyć samochód żony. Te argumenty zostały odrzucone. Jak ujął to jeden z sędziów - nikt nie bierze młotka na rozmowę z żoną.
Motyw? Rozpad małżeństwa, z którym Tomasz K. nie potrafił się pogodzić.
Dlaczego wyrok się zmienił
W grudniu 2025 roku Sąd Okręgowy w Gdańsku skazał mężczyznę na łączną karę 26 lat więzienia - za zabójstwo, sprowadzenie niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym i zniszczenie mienia. Sąd brał wtedy pod uwagę to, że oskarżony nie był wcześniej karany, przyznał się do winy i wyraził skruchę.
Prokuratura i rodzina ofiary się z tym nie zgodzili. Domagali się dożywocia.
I w poniedziałek, 29 czerwca 2026 roku, dostali to, o co walczyli. Sąd Apelacyjny w Gdańsku zmienił karę 26 lat na dożywotnie pozbawienie wolności. Przewodniczący składu, sędzia Leszek Mering, nie zostawił złudzeń.
Oskarżony jest egoistą, dla którego życie ludzkie nie ma żadnej wartości - uzasadniał sędzia. I dodał, że to osoba wysoce zdemoralizowana, którą trzeba izolować od społeczeństwa.
Nie tylko więzienie
Tomasz K. musi też zapłacić zadośćuczynienia rodzinie zamordowanej. Rodzice Jolanty - Danuta i Jerzy - dostaną po 150 tysięcy złotych. Czworo kolejnych bliskich - po 100 tysięcy.
Wyrok jest prawomocny. Co ciekawe, samego Tomasza K. nie było na sali rozpraw, gdy zapadała decyzja o tym, że resztę życia spędzi za kratami.
Czasem sprawiedliwość potrzebuje drugiej instancji, żeby powiedzieć wprost: za taką zbrodnię nie ma powrotu.