Kierowca prowadzący na TikToku konto robaldriver opublikował nagranie z kursu z Warszawy do Torunia. Widać na nim, jak proponuje pasażerce „delikatną zniżkę", a następnie tłumaczy, że wystarczy anulować oficjalne zlecenie i zapłacić bezpośrednio jemu. Cena spada z 590 do 550 złotych, a materiał kończy się ujęciem gotówki w kieszeni. Pasażerka zaoszczędziła czterdzieści złotych. Kierowca na tej samej operacji zyskał kilkukrotnie więcej.

Czterdzieści złotych za anulowanie zlecenia

Według treści nagrania taksówkarz w trakcie jazdy sprawdza w aplikacji kwotę za przejazd, która wynosi 590 złotych. Następnie pyta pasażerkę, przedstawioną jako Kasia, czy byłaby zainteresowana obniżeniem tej kwoty.

Kiedy kobieta reaguje pozytywnie, kierowca proponuje rozwiązanie: anulowanie oficjalnego zlecenia i uregulowanie płatności bezpośrednio u niego. Instruuje ją też, aby odwołała ewentualne wyszukiwanie kolejnego auta w systemie. Ostateczna cena to 550 złotych.

Materiał kończy się ujęciem z Torunia, w którym kierowca pokazuje gotówkę i podsumowuje opłacalność kursu.

Kto na tym naprawdę zarobił

Warto policzyć, bo arytmetyka jest tu ciekawsza niż samo nagranie. Platformy przewozowe pobierają od kierowców prowizję sięgającą około 22,5 procent. Przy kursie za 590 złotych oznacza to niecałe 133 złote dla pośrednika, więc kierowcy zostaje około 457 złotych.

Na tym się jednak nie kończy, bo od przychodu trzeba jeszcze odprowadzić podatek. Przy popularnym wśród kierowców ryczałcie od przychodów ewidencjonowanych w wysokości 8,5 procent ubywa kolejnych kilkadziesiąt złotych, a do tego dochodzi VAT, który dla przewozu osób wynosi 8 procent, choć taksówkarze mogą wybrać uproszczoną formę ryczałtową na poziomie 4 procent. Realnie z kursu rozliczonego zgodnie z zasadami w kieszeni kierowcy zostaje więc w okolicach czterystu złotych.

Wychodząc z aplikacji, zabiera do ręki pełne 550 złotych, i to bez śladu w systemie. Jego zysk na tej operacji liczy się w setce złotych z górką, czyli jest kilkukrotnie wyższy niż czterdzieści złotych, które zaoszczędziła pasażerka. Dokładne kwoty zależą od formy opodatkowania i warunków konkretnej umowy z platformą, ale proporcje pozostają takie same: to nie klientka jest tu głównym beneficjentem zniżki.

Prowizja to najmniejszy problem

Samo ominięcie pośrednika jest sprawą cywilną, czyli naruszeniem regulaminu, za które grozi najwyżej dezaktywacja konta. Poważniejszy jest inny wątek.

Usługi taksówkowe są wyłączone ze zwolnień z obowiązku ewidencjonowania sprzedaży na kasie rejestrującej. Każdy kurs powinien więc trafić do ewidencji niezależnie od tego, czy pasażer zapłacił kartą w aplikacji, czy gotówką do ręki. Przychód pozostaje przychodem, a obowiązek podatkowy dotyczy wykonanej usługi, nie kanału płatności.

Jeśli opisany kurs nie został zaewidencjonowany, wchodzimy w obszar kodeksu karnego skarbowego, gdzie nieewidencjonowanie sprzedaży i uszczuplenie należności podatkowej są zagrożone karą grzywny, a przy większej skali surowszymi konsekwencjami.

Nagranie jako materiał dowodowy

Samo wideo nie dowodzi popełnienia przestępstwa skarbowego. Nie wiadomo, czy kurs nie został ostatecznie rozliczony, ani czy scena nie została zaaranżowana pod zasięgi, bo konta pokazujące kulisy pracy kierowcy potrafią inscenizować sytuacje dla wyświetleń.

Jest jednak czymś innym: publicznie dostępnym opisem metody, opatrzonym nazwą konta, wizerunkiem kierowcy i konkretnymi kwotami. Organy skarbowe od lat korzystają z ogólnodostępnych źródeł przy typowaniu podmiotów do kontroli. Kontroli nie wszczyna się na podstawie filmiku, ale filmik bywa powodem, dla którego ktoś zagląda do dokumentacji.

Ryzyko po stronie pasażera

Przy takich propozycjach zwykle pomija się drugą stronę transakcji. Kurs zrealizowany poza aplikacją oznacza, że przejazd formalnie nie istnieje. Nie ma zapisu w systemie, potwierdzenia trasy ani danych kierowcy dostępnych na wypadek problemów. Znika ścieżka reklamacyjna, wsparcie platformy przy sporze o cenę, zgubionych rzeczach czy nieodpowiednim zachowaniu kierowcy. Dodatkowo anulowanie przyjętego zlecenia może obciążyć pasażera opłatą.

Przy trasie liczącej ponad dwieście kilometrów jest to zupełnie inna kalkulacja niż przy kursie po mieście. Czterdzieści złotych oszczędności wygląda atrakcyjnie do momentu, w którym coś pójdzie nie tak.

DOWIEDZ SIE WIECEJ:
Wyzywali 16-letniego Ukraińca, oberwał kierownik pociągu. Nagranie doprowadziło do zatrzymań
Wyzywali 16-letniego Ukraińca, oberwał kierownik pociągu. Nagranie doprowadziło do zatrzymań
Wszedł na dach szkoły, groził, że skoczy, potem bawił się ze służbami w berka. Fantazja poniosła mieszkańca Kołobrzegu
Wszedł na dach szkoły, groził, że skoczy, potem bawił się ze służbami w berka. Fantazja poniosła mieszkańca Kołobrzegu