Bartoszewice, 7 lipca 2026. Deszczowy dzień, mokra jezdnia i sytuacja, która zaczyna się banalnie, a kończy jak scenariusz komedii pomyłek. Kobieta jadąca granatową Mazdą najeżdża na tył białego BMW stojącego przed nią. Klasyka - lekka stłuczka, jakich na polskich drogach setki dziennie.
I tu mogłaby się cała historia zakończyć. Ale nie zakończyła.
Kierująca Mazdą z kierownicą po prawej stronie wysiada, żeby sprawdzić, co uszkodziła. Idzie obejrzeć tył białego auta, ocenić skalę zniszczeń, pewnie już w głowie liczy koszty. Skupiona na jednym problemie kompletnie nie zauważa, że właśnie tworzy sobie drugi.
Ręczny? Jaki ręczny
Bo w tym samym czasie jej własna Mazda - najpewniej bez zaciągniętego hamulca ręcznego - zaczyna spokojnie toczyć się do tyłu po mokrej, lekko pochylonej jezdni. Powoli, ale konsekwentnie. Metr, drugi, trzeci.
Za nią stało auto, które w ostatnim momencie zdążyło zareagować. Kierowca zauważył nadjeżdżający tyłem pojazd i uciekł na prawy pas, unikając kolizji o włos.
Kolejny kierowca nie miał już tyle szczęścia. A trafiło akurat na następne BMW. Cofająca się Mazda uderzyła hakiem holowniczym prosto w jego przód. Bez kierowcy za kółkiem.
Trzydzieści sekund, kilka metrów, dwa BMW
Najbardziej rozbraja czas całej akcji. Od momentu, gdy kobieta wyszła z samochodu, do chwili, kiedy zorientowała się, że jej pojazd właśnie samodzielnie zwiedza okolicę, mija około 30 sekund. W tym czasie Mazda pokonała kilka dobrych metrów i zdążyła zaliczyć drugą kolizję.
Jedna nieuwaga, jedna niezaciągnięta dźwignia i z jednej stłuczki robią się dwie. Co ciekawe - obie ofiary to BMW. Za to bez udziału kierowcy w tej drugiej, co pewnie ubezpieczyciel będzie długo próbował ogarnąć.
Nagranie z monitoringu opublikował profil Stop Cham.
Zaciągajcie ręczny, nawet jak wysiadacie "tylko na chwilę". Zwłaszcza na mokrej jezdni i zwłaszcza, kiedy za wami stoją inni. Bo czasem jedno auto potrafi narobić więcej szkody bez kierowcy niż z nim.