wyświetlenia
Z ustaleń wynika, że słodycze zostały przekazane załodze przez pasażera jako forma podziękowania. Kluczowe jest to, że żelki nie zostały zjedzone w trakcie lotu, tylko dopiero po lądowaniu, gdy personel był już poza samolotem i jechał transportem załogowym do hotelu.
Wkrótce po zjedzeniu słodyczy część pracowników zaczęła czuć, że coś jest nie tak. U trojga osób pojawiły się silne objawy złego samopoczucia - opisywano m.in. dezorientację, narastający niepokój, poczucie utraty kontroli, panikę i wrażenie „odklejenia” od rzeczywistości, nazywane też doświadczeniem „out of body”. Wraz z nasilaniem się objawów podjęto decyzję o przewiezieniu ich do szpitala na obserwację i pomoc medyczną. Po pewnym czasie wszyscy mieli wrócić do formy.
Linie potraktowały sprawę poważnie. Do rejsu powrotnego podstawiono zastępczy personel, a załoga, której incydent dotyczył, wróciła do kraju jako pasażerowie kilka dni później.
Linie lotnicze poinformowały również, że nie ma żadnych przesłanek wskazujących na to, że ktokolwiek wiedział, co spożywa, i że grożą mu konsekwencje dyscyplinarne.
British Airways podchodzi do sprawy bardzo poważnie - w najgorszym scenariuszu, gdyby załoga straciła zdolność do działania w trakcie lotu na wysokości przelotowej, skutki mogłyby być katastrofalne. Według doniesień przewoźnik próbuje ustalić tożsamość pasażera, który miał przekazać słodycze z THC, a sprawa może zakończyć się zawiadomieniem i zarzutami karnymi.
Zdjęcie poglądowe. Źródło: Wo st 01, „2010-06-30 B757 OpenSkies F-HAVN EDDF 02.jpg”, Wikimedia Commons, CC BY-SA 3.0 DE
Rozmowy na Facebooku