Automaty z maskotkami to stały element nadmorskich deptaków i od lat budzą te same emocje: kuszą wielkimi nagrodami, które niby są na wyciągnięcie ręki. Tym razem z jednym z nich postanowił zmierzyć się Książulo. Popularny youtuber sprawdził na własnej skórze i własnym portfelu, czy ogromnego pluszaka faktycznie da się wygrać. Eksperyment trwał dłużej, niż mógł się spodziewać.
Nożyczki, nitka i jeden przycisk
Zasady gry brzmią banalnie prosto. Wielka maskotka wisi w automacie zawieszona na nitce, a zadaniem gracza jest wciśnięcie przycisku w idealnym momencie. Przycisk aktywuje nożyczki, które przesuwają się w stronę nitki i mają ją przeciąć. Nitka przecięta, pluszak spada, nagroda wyjeżdża. Jedna próba kosztuje 5 złotych.
Problem w tym, że między teorią a praktyką jest przepaść. Podczas kolejnych prób nożyczki zatrzymywały się raz tuż przed nitką, raz tuż za nią. Za każdym razem brakowało dosłownie milimetrów, a idealne trafienie okazywało się nieosiągalne.
150 złotych i pusta ręka
Książulo nie odpuszczał i próbował do skutku, a właściwie do momentu, w którym licznik wydanych pieniędzy stał się bardziej imponujący niż potencjalna nagroda. Youtuber zostawił w automacie 150 złotych, czyli równowartość 30 prób, i nie wygrał absolutnie nic.
Wynik eksperymentu chyba nikogo nie zaskoczy, ale dobrze pokazuje, jak działają tego typu maszyny. Za kwotę przepuszczoną na próby podobnego pluszaka można kupić w sklepie, i to pewnie z dostawą do domu. A Wam zdarzyło się kiedyś coś wygrać na takim automacie?