Jeszcze przed tegorocznym Roland Garros Maja Chwalińska zajmowała 114. miejsce w rankingu WTA. W Paryżu przeszła kwalifikacje i sensacyjnie dotarła aż do finału, stając się pierwszą kwalifikantką w erze Open, która zagrała o tytuł French Open. Dopiero w finale zatrzymała ją Mirra Andriejewa, wygrywając 6:3, 6:2. Niesamowity turniej sprawił, że Polka awansowała aż o 93 pozycje, na 21. miejsce światowego rankingu.
Teraz Chwalińska przyznała w rozmowie z Tennis Channel, że po sukcesie w Paryżu jej codzienność całkowicie się zmieniła. Zainteresowanie mediów i kibiców jest nieporównywalnie większe niż wcześniej. „Wcześniej właściwie nikt się mną nie interesował” – powiedziała. Podkreśliła jednak, że odbiera tę zmianę pozytywnie i jest wdzięczna za wsparcie, które obecnie otrzymuje. Symbolem jej nagłej popularności może być również sesja i okładka wakacyjnego wydania „Vogue Polska”.
Po Roland Garros Chwalińskiej nie udało się od razu podtrzymać zwycięskiej serii. Nie wygrała meczu na Wimbledonie ani w Toronto, ale w Cincinnati przełamała tę passę, pokonując Cristinę Bucsę 6:2, 6:2. W kolejnej rundzie jej rywalką jest Diana Shnaider, czyli zawodniczka, którą Polka pokonała 7:6, 6:4 w półfinale Roland Garros.