To wiadomość, na którą czekały tłumy polskich kibiców tenisa. Maja Chwalińska, rewelacja tegorocznego Roland Garros, wystąpi w głównym turnieju Wimbledonu. Organizatorzy z All England Lawn Tennis and Croquet Club przyznali Polce dziką kartę, dzięki czemu nie będzie musiała przebijać się przez wyczerpujące kwalifikacje. Decyzja zapadła we wtorek 16 czerwca i zakończyła trwające od kilku dni emocjonujące oczekiwanie.
Sprawa dzikiej karty dla Chwalińskiej była jednym z najgorętszych tematów polskiego sportu ostatnich dni. Wszystko przez sytuację, która z perspektywy kibica może wydawać się absurdalna, bo tenisistka z czołówki światowego rankingu musiałaby grać w eliminacjach.
Paradoks rankingu
Aby zrozumieć całe zamieszanie, trzeba cofnąć się do niedawnego French Open. Chwalińska przystępowała do paryskiego turnieju jako zawodniczka sklasyfikowana dopiero na 114. miejscu rankingu WTA, więc do gry w Paryżu musiała przebijać się przez trzystopniowe kwalifikacje. Wtedy zaczęła się jej wielka przygoda.
First big batch of Wimbledon wild cards released:
— Ben Rothenberg (@BenRothenberg) June 16, 2026
Venus and Serena get a wild card into women’s doubles together, but neither has a singles wild card so far (and there’s only one women’s spot left).
Chwalinska got one for women’s singles; six others to low-ranked Brits. pic.twitter.com/B54kukkFso
Polka dotarła aż do finału Roland Garros, pokonując po drodze wyżej notowane rywalki, a uległa dopiero Mirze Andriejewej. Ten życiowy sukces dał jej gigantyczny awans, o niemal sto pozycji w górę, na obecne 21. miejsce na świecie.
Problem w tym, że listy zgłoszeń do Wimbledonu zamknięto jeszcze przed startem turnieju w Paryżu. W tamtym momencie Chwalińska wciąż była 114. rakietą świata, co oznaczało, że formalnie do londyńskiej imprezy również musiałaby zaczynać od kwalifikacji, mimo że w międzyczasie stała się jedną z najlepszych tenisistek globu.
Walka o przepustkę
O to, by uniknąć eliminacji, rozegrała się cała kampania. Oficjalny wniosek o przyznanie dzikiej karty skierował do organizatorów Polski Związek Tenisowy, a w sprawę zaangażował się sztab zawodniczki. Szanse oceniano początkowo ostrożnie, bo AELTC tradycyjnie faworyzuje przy rozdawaniu dzikich kart brytyjskich tenisistów oraz dawnych mistrzów Wimbledonu.
Menedżer Polki Piotr Szczypka studził emocje, tłumacząc, że liczba dostępnych zaproszeń jest ograniczona, a chętnych nie brakuje. W gronie kandydatek do przepustki wymieniano między innymi słynne siostry Venus i Serenę Williams. Ostatecznie organizatorzy zdecydowali po myśli polskich kibiców.
Na taką informację wszyscy czekaliśmy! - napisano na oficjalnym profilu Polskiego Związku Tenisowego, ogłaszając, że Chwalińska zagra w turnieju głównym bez konieczności przechodzenia przez eliminacje.
Od pierwszej rundy i z dobrej pozycji
Przyznanie dzikiej karty oznacza, że Polkę zobaczymy w Londynie od pierwszej rundy. Co więcej, dzięki obecnej, wysokiej pozycji w rankingu Chwalińska ma szansę przystąpić do turnieju jako zawodniczka rozstawiona, co teoretycznie daje łatwiejszych rywali w początkowej fazie zmagań.
To otwiera przed nią możliwość poprawienia życiowego wyniku na trawiastych kortach. Jak dotąd jej najlepszym osiągnięciem na Wimbledonie był awans do drugiej rundy w 2022 roku.
Polska reprezentacja w komplecie
Chwalińska nie będzie w Londynie sama. W gronie polskich reprezentantów na tegorocznym Wimbledonie znajdą się także Iga Świątek, Magdalena Fręch, Magda Linette, Hubert Hurkacz oraz Kamil Majchrzak, który niedawno cieszył się z pierwszego w karierze tytułu ATP.
Sama zainteresowana wciąż nie kryje, że skala jej paryskiego sukcesu dopiero do niej dociera. W jednej z rozmów przyznała, że po powrocie do kraju była w szoku, widząc, jak wielkie poruszenie wywołała jej gra. Przyznanie dzikiej karty to kolejny rozdział tej niezwykłej historii, która z anonimowej kwalifikantki uczyniła jedną z najpopularniejszych postaci polskiego sportu.
- edycja Wimbledonu odbędzie się w dniach od 29 czerwca do 12 lipca.