Najbardziej romantyczna historia z tej wystawy? Klucz połknięty przez dziewczynę, która zamknęła swojego chłopaka w pokoju po tym, jak usłyszała, że chce od niej odejść. Żeby nie mógł wyjść, połknęła klucz i sama musiała trafić do szpitala. To jedna z anegdot przywoływanych przy okazji „gabloty grozy” w Górnośląskim Centrum Zdrowia Dziecka w Katowicach, czyli ekspozycji przedmiotów wyciągniętych z przewodów pokarmowych dzieci i nastolatków.

Na ścianie można zobaczyć między innymi monety, baterie, igły, guziki, pinezki, spinki do włosów, biżuterię, magnesy, klucze, fragmenty zabawek, a nawet bezprzewodową słuchawkę. W tym ostatnim przypadku historia też brzmi absurdalnie: ojciec miał pomylić słuchawkę z tabletką i podać ją rozbudzonemu dziecku, które ją połknęło. Choć część takich opowieści może brzmieć jak czarny humor, lekarze pokazują tę kolekcję nie dla żartu, ale jako ostrzeżenie dla rodziców. To rzeczy, które w wielu domach leżą na wierzchu i które dla małego dziecka mogą stać się śmiertelnie niebezpieczne.
Szczególnie groźne są baterie guzikowe, magnesy i ostre przedmioty. Bateria może doprowadzić do poważnych uszkodzeń tkanek, magnesy potrafią spowodować dramatyczne powikłania w jelitach, a igły czy pinezki mogą uszkodzić przewód pokarmowy. „Gablota grozy” robi więc wrażenie nie tylko dlatego, że pokazuje, co dzieci potrafią połknąć, ale przede wszystkim dlatego, że przypomina, jak szybko zwykły przedmiot z domu może zamienić się w powód pilnej interwencji lekarskiej.