PKP Polskie Linie Kolejowe opublikowały nagranie z przejazdu kolejowego w Bożej Woli na Mazowszu. Młody mężczyzna na hulajnodze elektrycznej zignorował czerwone światło, ominął opuszczone półrogatki i wjechał na tory w chwili, gdy nadjeżdżał pociąg. Wyhamował w ostatnim momencie. Dziesięć dni wcześniej w Rzeszowie prawie identyczna sytuacja skończyła się szpitalem.
Zatrzymał się dosłownie w ostatniej chwili
Sygnalizacja wskazywała czerwone światło, półrogatki były opuszczone. Kierujący hulajnogą nie zatrzymał się, tylko wyminął zaporę i ruszył w stronę torów. Skończyło się, jak podkreślają kolejarze, jedynie na podniesionym ciśnieniu, ale to kwestia ułamków sekund.
Spółka zwraca uwagę na coś, o czym mało kto myśli: żeby doszło do tragedii, wcale nie trzeba trafić pod koła. Wystarczyłby silniejszy podmuch od przejeżdżającego składu albo kontakt z wystającym elementem.
„Pociąg nie zatrzyma się w miejscu"
W komunikacie PLK pada przypomnienie, które w takich sytuacjach jest najważniejsze: droga hamowania rozpędzonego pociągu może wynosić nawet kilometr. Maszynista, który zauważy człowieka na torach, w praktyce nie ma czym zareagować.
Kolejarze podkreślają też, że zasady na przejeździe są takie same dla wszystkich: kierowców, rowerzystów, pieszych i użytkowników hulajnóg elektrycznych. Czerwone światło i zamknięte rogatki oznaczają jedno, czyli STOP.
W Rzeszowie skończyło się szpitalem
25 lipca na przejeździe przy ulicy Borowej w Rzeszowie 16-latek na hulajnodze elektrycznej wjechał na tory mimo czerwonego światła. W tym samym momencie przejeżdżał tamtędy szynobus relacji Rzeszów Główny - Jasionka Lotnisko.
Nastolatek uderzył w bok składu. Trafił do szpitala. Gdyby znalazł się na torach ułamek sekundy wcześniej, byłby przed czołem pociągu. W składzie jechało 12 pasażerów, nikt z nich nie ucierpiał, ale linia w kierunku Jasionki, Tarnobrzega i Lublina była nieprzejezdna przez blisko dwie godziny.
Ile kosztuje ominięcie rogatek
Wjazd na przejazd przy czerwonym świetle lub przy nie w pełni podniesionych rogatkach to mandat 2000 złotych, a przy powtórzeniu wykroczenia w ciągu dwóch lat 4000 złotych. Przepis nie robi wyjątku dla hulajnóg.
Coraz więcej przejazdów jest objętych automatycznym nadzorem. W 2024 roku zaledwie cztery kamery systemu Red Light na przejazdach zarejestrowały ponad 12 tysięcy wykroczeń, na łączną kwotę mandatów przekraczającą 24 mln złotych.
Statystyki kolejarzy są jednoznaczne: za zdecydowaną większość wypadków na przejazdach kolejowo-drogowych odpowiadają użytkownicy dróg, nie kolej. Nagranie z Bożej Woli różni się od tego z Rzeszowa jednym szczegółem, i jest nim wyłącznie moment naciśnięcia hamulca.