Pościg zakończony na blokadzie
Do zdarzenia doszło w sobotę 25 lipca. Policjanci gdyńskiej drogówki prowadzili kontrole na obwodnicy i w okolicy węzła Chwarzno chcieli zatrzymać Volkswagena Passata. Kierowca nie zareagował na sygnały, przyspieszył i zaczął uciekać. Według ustaleń śledczych momentami przekraczał 200 km/h.
Ucieczka zakończyła się na końcu obwodnicy, przed skrzyżowaniem z ulicą Morską, gdzie funkcjonariusze ustawili blokadę. Za kierownicą siedział 35-letni Kamil S. Badanie alkomatem, powtórzone czterokrotnie, wykazało u niego ponad pół promila alkoholu.
W systemach szybko wyszło na jaw, że mężczyzna nie ma prawa siedzieć za kierownicą żadnego pojazdu. Sądy orzekły wobec niego trzykrotnie dożywotni zakaz prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych. Był też już wcześniej wielokrotnie karany, więc czyn zarzucono mu w warunkach recydywy.
Prokurator chciał aresztu, sąd odmówił
Dzień po zatrzymaniu, 26 lipca, Kamil S. usłyszał w Prokuraturze Rejonowej w Gdyni zarzuty. Jak przekazał rzecznik Prokuratury Okręgowej w Gdańsku prokurator Mariusz Duszyński, mężczyzna przyznał się do zarzucanych mu czynów. Grozi mu do 7,5 roku więzienia.
Prokurator od razu skierował do Sądu Rejonowego w Gdyni wniosek o trzymiesięczny areszt. Argumentował, że podejrzany może próbować się ukrywać. Sąd wniosku nie uwzględnił. Uznał, że nie ma obawy matactwa ani ryzyka, że Kamil S. ucieknie lub będzie się ukrywał. Mężczyzna wyszedł na wolność.
Drugi sąd zmienił decyzję, ale było za późno
Prokuratura złożyła zażalenie i 12 sierpnia Sąd Okręgowy w Gdańsku zdecydował, że podejrzanego należy jednak aresztować. W uzasadnieniu sąd w pełni podzielił argumenty prokuratora.
Zwrócono uwagę, że Kamil S. nie ma stałego miejsca zameldowania. Z adresu, który podawał jako korespondencyjny, został wymeldowany jeszcze w 2005 roku. Nie jest trwale związany z żadnym miejscem, a w przeszłości przez kilkanaście lat był wielokrotnie poszukiwany w celu ustalenia miejsca pobytu. Sąd ocenił też, że istnieje wysokie prawdopodobieństwo, iż na wolności ponownie wsiądzie za kierownicę i stworzy zagrożenie dla innych.
Postanowienie jest prawomocne i nie podlega zaskarżeniu. Problem w tym, że od decyzji minęły blisko dwa tygodnie, a Kamil S. wciąż nie trafił do aresztu. Policja przyznaje, że nie zna jego obecnego miejsca pobytu. Funkcjonariusze cały czas próbują go zatrzymać i doprowadzić do aresztu śledczego.
Obawy prokuratury potwierdziły się w całości. Mężczyzna, którego sąd pierwszej instancji uznał za niestwarzającego ryzyka ucieczki, zniknął dokładnie w chwili, gdy areszt stał się faktem.