Dokładnie w tym samym czasie, gdy w Wadowicach żegnano trzy ofiary zbrodni w Skawinie, kilka kilometrów dalej pochowano człowieka, który je zabił. Pogrzeb Mateusza G. odbył się w całkowitej tajemnicy. Bez klepsydr, bez kwiatów, bez zniczy, bez bicia dzwonów. O terminie wiedziało tylko wąskie grono najbliższych.
Mateusz G., którego śledczy wskazują jako sprawcę zamordowania żony, córki i teściowej, został pochowany w piątek 10 lipca na cmentarzu parafialnym w Jaroszowicach pod Wadowicami. To z tej niewielkiej miejscowości pochodził 35-latek. Msza żałobna rozpoczęła się o godz. 13:00 w miejscowym kościele pw. św. Izydora. O ustaleniach prokuratury i pogrzebie ofiar pisaliśmy TUTAJ.
Ten sam dzień, ta sama godzina
Tu zbiega się szczególnie poruszający szczegół. O godzinie 13:00, czyli dokładnie w tym samym czasie, w kaplicy na cmentarzu komunalnym w Wadowicach bliscy żegnali Gabrielę, jej ośmiodniową córeczkę Luizę i mamę Zofię. Trzy pokolenia jednej rodziny, które zginęły z rąk Mateusza G. Obie uroczystości - ofiar i sprawcy - odbyły się więc równolegle, oddalone od siebie o kilka kilometrów.
Pogrzeb kobiet zgromadził tłumy. Pogrzeb 35-latka - garstkę najbliższych.
Zmowa milczenia w Jaroszowicach
W Jaroszowicach wokół pochówku parafianina, o którym przez ostatni tydzień mówiła cała Polska, zapanowała cisza. Jak relacjonują mieszkańcy, o terminie pogrzebu nie wiedział prawie nikt. Nawet grabarze, którzy w piątek przed południem przygotowywali grób rodziny G., twierdzili, że nie wiedzą, kiedy odbędzie się uroczystość ani gdzie mężczyzna zostanie pochowany.
Zrobili to po cichu - relacjonowała w rozmowie z "Super Expressem" jedna z mieszkanek. Ci, którzy wiedzieli, nikomu nie mówili. Mateusza G. pochowano w rodzinnym grobie.
"Zawierzyliśmy go Bożemu Miłosierdziu"
Pogrzeb prowadził proboszcz parafii św. Izydora, ks. Ireneusz Chmielowski. Duchowny już wcześniej zapowiadał, że w przypadku tak bolesnych wydarzeń najtrudniejsze kwestie nie padną z ambony. Mówił, że kazanie w takich sytuacjach powinno kierować uwagę ku nadziei, a nie ku dramatycznym szczegółom.
To już rozdział zamknięty. Zawierzyliśmy Mateusza G. Bożemu Miłosierdziu - powiedział ksiądz po pogrzebie.
Warto przypomnieć, że ze względu na śmierć mężczyzny sprawa nie zakończy się procesem sądowym. Śledztwo Prokuratury Okręgowej w Krakowie wciąż jednak trwa - ma odtworzyć pełny przebieg zdarzeń i ustalić motyw, który do tej pory pozostaje nieznany.