Jedno nieprzemyślane zdanie wystarczyło, by 41-letni obywatel Polski stracił lot do Oslo i wyszedł z lotniska z mandatem w kieszeni. Mężczyzna podczas odprawy na warszawskim Lotnisku Chopina rzucił, że w bagażu nie ma „małej broni", tylko kałasznikowa. Chwilę później tłumaczył, że to był tylko żart, ale na lotnisku takich słów nikt nie traktuje jako żartu.

Do zdarzenia doszło 14 czerwca podczas standardowej odprawy biletowo-bagażowej. Pracownik obsługi lotniskowej zadał podróżnemu rutynowe pytanie, które na każdym lotnisku pada przy stanowisku check-in: czy w bagażu znajdują się przedmioty niebezpieczne. Zamiast krótkiego zaprzeczenia mężczyzna odpowiedział, że nie posiada „małej broni", lecz kałasznikowa.

To wystarczyło, by uruchomić procedury, których raczej nie spodziewał się ktoś, kto chciał po prostu zażartować.

Reakcja służb była natychmiastowa

Około godziny 10.50 funkcjonariusze Zespołu Interwencji Specjalnych z Placówki Straży Granicznej Warszawa-Okęcie otrzymali zgłoszenie dotyczące pasażera odprawianego na jednym ze stanowisk na rejs do Oslo. Na miejsce niezwłocznie skierowano patrol Straży Granicznej.

Mężczyzna został odizolowany od pozostałych pasażerów, a następnie poddany kontroli bezpieczeństwa razem z bagażem. Funkcjonariusze sprawdzili jego rzeczy, jednak nie ujawnili żadnych przedmiotów zabronionych ani niebezpiecznych. Żadnego kałasznikowa, żadnej broni, nic z tego, o czym mówił przy odprawie.

Problem w tym, że na lotnisku nie liczy się to, co ostatecznie znajdzie się w walizce, lecz samo wypowiedzenie takich słów.

Mandat i wycofanie z rejsu

Za wywołanie nieuzasadnionego alarmu i utrudnienie pracy służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo lotnictwa cywilnego 41-latek został ukarany mandatem w wysokości 500 zł. Podstawą był art. 210 ust. 1 pkt 5a ustawy Prawo lotnicze. Mężczyzna przyjął mandat bez zastrzeżeń.

Na tym jednak nie skończyły się konsekwencje. Przewoźnik podjął decyzję o wycofaniu pasażera z rejsu do Oslo. Podróż, na którą się wybierał, po prostu się dla niego zakończyła, zanim w ogóle się zaczęła.

Na lotnisku nie ma „tylko żartów"

Straż Graniczna przypomina, że wszelkie wypowiedzi dotyczące posiadania broni, materiałów wybuchowych czy innych niebezpiecznych przedmiotów są każdorazowo traktowane z pełną powagą i podlegają natychmiastowej weryfikacji.

Nawet pozornie niewinny żart może skutkować konsekwencjami finansowymi, utratą możliwości odbycia podróży oraz uruchomieniem procedur bezpieczeństwa angażujących służby lotniskowe. W praktyce oznacza to dokładnie to, czego doświadczył 41-latek: izolację, kontrolę, mandat i pożegnanie z samolotem.

Reguła jest prosta. Przy stanowisku odprawy na pytanie o broń odpowiada się zgodnie z prawdą i bez popisów słownych, bo personel lotniska i służby graniczne nie mają jak ocenić, czy ktoś żartuje, czy mówi serio, więc traktują każde takie zdanie tak samo, jak gdyby było prawdziwe.

DOWIEDZ SIE WIECEJ:
„To prezent z okazji ślubu?” Panna młoda dowiaduje się, że Lewis Hamilton wygrał w Barcelonie
„To prezent z okazji ślubu?” Panna młoda dowiaduje się, że Lewis Hamilton wygrał w Barcelonie
Wyzwiska i pobicie pacjenta przez ochronę w krakowskim szpitalu? Pacjenci nagrali wszystko, co działo się za drzwiami
Wyzwiska i pobicie pacjenta przez ochronę w krakowskim szpitalu? Pacjenci nagrali wszystko, co działo się za drzwiami