Ukraiński influencer Andriy Gavryliv, który wjechał sportową corvettą na teren Tatrzańskiego Parku Narodowego aż pod Morskie Oko, liczył być może, że sprawa szybko ucichnie po zapłaceniu symbolicznego mandatu. Reakcja rządu i zapowiedź wpisu na listę osób niepożądanych mogą oznaczać dla niego znacznie poważniejsze konsekwencje - i to nie tylko w Polsce.

Nagranie pod artykułem

Wjazd na Morskie Oko i 100 zł kary

Do zdarzenia doszło w piątek wieczorem. Gavryliv - twórca internetowy z blisko milionem obserwujących na Instagramie - przejechał ponad osiem kilometrów asfaltową drogą prowadzącą do Morskiego Oka. Trasa przebiega przez teren TPN i obowiązuje na niej bezwzględny zakaz ruchu dla prywatnych pojazdów. Mężczyzna wykonał zdjęcia z partnerką na tle auta i tatrzańskich szczytów, a następnie wrócił tą samą drogą.

Policja zatrzymała go przy wyjeździe z terenu parku. Funkcjonariusze wystawili mandat w wysokości 100 złotych i 8 punktów karnych. Taryfikator przewiduje za tego rodzaju wykroczenie karę od 20 do 5 tysięcy złotych. Rzecznik zakopiańskiej policji asp. sztab. Roman Wieczorek wyjaśnił, że kierowca przekonywał funkcjonariuszy, iż wjechał jedynie za szlaban i zawrócił - a policjanci w tamtym momencie nie dysponowali wiedzą, że mężczyzna dotarł aż nad samo jezioro. Gdyby zostali zatrzymani na miejscu, sprawa mogłaby od razu trafić do sądu.

Po publikacji zdjęć i nagrań w mediach społecznościowych sprawa błyskawicznie stała się głośna w całej Polsce. Internautów oburzyło nie tylko samo zdarzenie, ale przede wszystkim zestawienie rajdu po chronionym terenie z otrzymaną karą. Influencer opublikował wyjaśnienia, tłumacząc, że nie zauważył oznaczenia informującego o zakazie wjazdu, i przeprosił za swoje zachowanie. Jednak w sieci pojawiły się również jego wcześniejsze wpisy sugerujące, że wyjątkowe zdjęcie mogło być warte otrzymanego mandatu - co tylko dolało oliwy do ognia.

Reakcja rządu. Premier i minister wchodzą do gry

Sprawa szybko przestała być zwykłą historią o wykroczeniu drogowym. Premier Donald Tusk napisał na platformie X, że rajd ukraińskiego kierowcy "budzi zrozumiałe oburzenie" i poinformował, że zwrócił się do MSWiA o pilne wyjaśnienie szczegółów i wyciągnięcie surowych konsekwencji.

Odpowiedź ministra spraw wewnętrznych i administracji Marcina Kierwińskiego była konkretna: sprawca ma trafić na listę osób niepożądanych i otrzymać zakaz wjazdu na teren Polski na 5 lat. Resort podkreślił, że łamanie prawa "zawsze spotka się z ostrą reakcją".

Schengen oznacza więcej niż tylko Polska

Tu pojawia się kluczowy wątek, który nadaje całej sprawie nowy wymiar. Polska jest częścią strefy Schengen, a wpis na listę osób niepożądanych w jednym z krajów członkowskich oznacza automatyczny zakaz wjazdu do całego obszaru Schengen - a więc do większości krajów Unii Europejskiej. Dla influencera z Ukrainy, który na co dzień podróżuje po Europie, byłoby to dotkliwe ograniczenie wykraczające dalece poza granice naszego kraju.

Warto zaznaczyć, że decyzja o wpisie na listę osób niepożądanych nie jest jeszcze prawomocna - na tym etapie jest to zapowiedź ministra, a nie ostateczna decyzja administracyjna. Procedura wymaga formalnego wniosku ze strony policji i odpowiedniego postępowania.

TPN prowadzi własne czynności

Niezależnie od działań policji i zapowiedzi MSWiA, sprawą zajął się również Tatrzański Park Narodowy. Dyrektor TPN Szymon Ziobrowski ocenił zdarzenie jednoznacznie negatywnie i podkreślił, że droga do Morskiego Oka jest odpowiednio oznakowana. Straż parku nie miała wcześniej wiedzy o wjeździe i dowiedziała się o sprawie dopiero po pojawieniu się materiałów w sieci.

TPN może nałożyć dodatkowy mandat - w przypadku zbiegu wykroczeń do wysokości 1000 złotych. Dyrektor parku zwrócił też uwagę, że na odcinku Łysa Polana - Wodogrzmoty Mickiewicza trwają prace remontowe i szlaban na Palenicy Białczańskiej był czasowo odłączony. To jednak - jak podkreślił - nie zmienia faktu, że zakaz wjazdu dla prywatnych pojazdów obowiązywał i nadal obowiązuje.

Zdjęcie za 100 zł. Ale rachunek może być wyższy

Sprawa Gavryliva pokazuje, jak bardzo zmienił się krajobraz egzekwowania przepisów w dobie mediów społecznościowych. Influencer sam nagłośnił swój wyczyn, publikując efektowne zdjęcia - i to właśnie te zdjęcia uruchomiły lawinę reakcji, która ostatecznie dotarła aż na szczyt rządu. Mandat, który miał zamknąć sprawę, okazał się dopiero jej początkiem.

DOWIEDZ SIE WIECEJ:
5-latek ze złamaną nogą wyszedł nocą na klatkę i wołał o pomoc. Matka miała prawie 2 promile
5-latek ze złamaną nogą wyszedł nocą na klatkę i wołał o pomoc. Matka miała prawie 2 promile
Kobieta skoczyła z mostu granicznego w Słubicach do Odry. Po kilkugodzinnych poszukiwaniach służby wydobyły jej ciało
Kobieta skoczyła z mostu granicznego w Słubicach do Odry. Po kilkugodzinnych poszukiwaniach służby wydobyły jej ciało