Sąd Rejonowy w Zgierzu wydał wyrok w sprawie, o której głośno było już latem zeszłego roku. Na ławie oskarżonych zasiadła 22-letnia Anna K. Prokuratura zarzucała jej znęcanie się ze szczególnym okrucieństwem nad dwoma psami, które zostawiła zamknięte w mieszkaniu w Nakielnicy pod Aleksandrowem Łódzkim. Jeden z czworonogów tego nie przeżył.

A wszystko po to, żeby pojechać nad morze. I jeszcze pochwalić się tym w internecie.

Co się stało w Nakielnicy

Cała historia wyszła na jaw 21 lipca ubiegłego roku. Do pełnomocniczki burmistrza Aleksandrowa Łódzkiego, Katarzyny Rezler, zadzwonił telefon. Po drugiej stronie usłyszała, że w jednym z mieszkań od trzech tygodni siedzą dwa psy, same, a właścicielka bawi się na wakacjach nad morzem.

Rezler od razu zawiadomiła policję.

Funkcjonariusze weszli do środka i znaleźli jednego psa martwego. Drugi był w stanie krytycznym - skrajnie zagłodzony i odwodniony. Jak relacjonowała Rezler, która w tej sprawie wystąpiła jako oskarżyciel posiłkowy, wszystko wskazywało na to, że przez co najmniej trzy tygodnie nikt do tego mieszkania nawet nie zajrzał. Zwierzęta z głodu zjadały tapczan i folię.

Najtragiczniejszy szczegół całej sprawy

Co w tej historii najbardziej chwyta za gardło. Pies, który nie przeżył, to była szczenna suczka.

Zamknięta w czterech ścianach, bez jedzenia i wody, nie doczekała żadnego ratunku. Zginęła razem z tym, co nosiła w sobie. A pomoc, która mogła ją uratować, przyszła niestety za późno.

Rezler nie kryła emocji, mówiąc o tym, co się stało. Podkreślała, że oskarżonej w ogóle nie obchodził los zwierząt, alarm podnieśli dopiero sąsiedzi, których dobił smród. Sama właścicielka przez ten czas spokojnie wypoczywała nad morzem.

"To była melina"

To, co zastano w mieszkaniu, trudno opisać. Rezler nie owijała w bawełnę. Mówiła wprost, że to była melina, inaczej tego nazwać się nie da. Smród był tak potworny, że co chwilę trzeba było wychodzić na korytarz, bo nie szło wytrzymać. A odchodów było nie na trzy tygodnie, ale na kilka miesięcy - bo psy w ogóle nie wychodziły na zewnątrz.

Podsumowała to jednym słowem. Gehenna.

Sąsiedzi z osiedla w Nakielnicy potwierdzali tę wersję. Jeden ze starszych mężczyzn opowiadał, że psy ciągle wyły, głodne, bez jedzenia i picia, i że trwało to jakieś trzy tygodnie. Inny mówił, że ktoś tam czasem zaglądał, ale od dłuższego czasu nikogo nie widział. A zwierzęta, w miarę jak słabły, w końcu nie miały już nawet siły szczekać.

Szczeniak, który wyglądał na starca

Drugi pies przeżył, choć w jakim stanie. Trafił najpierw do lecznicy w Łowiczu, a potem do schroniska. I tu kolejny wstrząsający szczegół. To był szczeniak, ale wyglądał, jakby miał pięć lat.

Rezler opowiadała, że zwierzak ma kompletnie starte zęby - bo z głodu gryzł podłogę. Dyrektor schroniska "Psiakowo i spółka", Jolanta Wojciechowska, potwierdzała, że mimo młodego wieku pies sprawiał wrażenie dużo starszego, miał fatalne uzębienie i był mocno odwodniony.

No właśnie. Ktoś temu zwierzęciu zrobił naprawdę wielką krzywdę. Na szczęście po długim leczeniu maluch w końcu znalazł nowy dom.

Jaki zapadł wyrok

Sąd skazał Annę K. na rok i sześć miesięcy pozbawienia wolności. Do tego dołożył zakaz posiadania zwierząt na 12 lat oraz nakaz zapłaty 8 tysięcy złotych na rzecz stowarzyszenia SOS ANIMALS.

Na poczet kary zaliczono jej tymczasowy areszt - kobieta siedziała w celi od lipca do grudnia 2025 roku. Sama oskarżona na ogłoszenie wyroku się nie stawiła. I co ważne, do winy przez cały proces się nie przyznawała.

Wyrok jest nieprawomocny. Prokuratura nie wyklucza apelacji, bo żądała znacznie surowszej kary - 3 lat i 6 miesięcy bezwzględnego więzienia.

Trudno nie zadać sobie pytania, jak w ogóle można było wyjść z domu, zamknąć za sobą drzwi i zostawić za nimi dwie żywe istoty na pewną śmierć. A jedna z nich nosiła w sobie nowe życie. Potem zaś beztrosko się bawić, kiedy one umierały.

Happy end dla Blakiego

Bo jest w tej ponurej historii też jasny moment. Uratowany szczeniak dostał imię Blaki i - jak 7 sierpnia 2025 roku poinformowało stowarzyszenie SOS Zwierz Aleksandrów Łódzki - znalazł nowy, kochający dom we Wrocławiu. Przed nim było jeszcze sporo leczenia i długa droga do pełnego zdrowia, ale od tamtej pory mały wojownik jest już pod opieką ludzi, którym na nim zależy. Po tym wszystkim, co przeszedł, w końcu mu się należało.

Sos Zwierz Aleksandrów Łódzki
DOWIEDZ SIE WIECEJ:
Wyszedł zwiastun piątej części „Shreka”. Nikomu nie podoba się styl animacji
Wyszedł zwiastun piątej części „Shreka”. Nikomu nie podoba się styl animacji
„Pan Niemiec” zachwyca się Polską. „Dodatkowo macie tu najlepsze jedzenie”
„Pan Niemiec” zachwyca się Polską. „Dodatkowo macie tu najlepsze jedzenie”