W Mielcu doszło do brutalnej napaści na grupę cudzoziemców. Do ataku miało dojść w nocy z piątku na sobotę w rejonie klubu Tropicana na osiedlu Rzochów, po zakończeniu odbywającej się tam imprezy. Poszkodowanych zostało sześciu obcokrajowców pochodzących z Ameryki Łacińskiej, a przebieg zdarzenia miały zarejestrować kamery monitoringu. Według relacji świadków grupa około dziesięciu napastników biła ofiary pięściami i butelkami, kopała je oraz obrzucała kamieniami. Sprawa wstrząsnęła mieszkańcami, którzy domagają się zamknięcia lokalu. Organizator imprezy zaprzecza, by na terenie obiektu doszło do takich zdarzeń. Policja wyjaśnia okoliczności, w tym możliwy motyw etniczny.

Atak po imprezie

Do zdarzenia miało dojść w nocy z piątku na sobotę w rejonie klubu Tropicana, działającego w pobliżu domów na osiedlu Rzochów w Mielcu. Według relacji świadków grupa napastników zaatakowała uczestników imprezy już po jej zakończeniu.

Jak ustaliła lokalna redakcja hej.mielec.pl, w napaści miało brać udział około dziesięciu osób. Ofiary były bite, kopane oraz obrzucane kamieniami. Po ataku sprawcy oddalili się z miejsca zdarzenia, nie wzywając żadnych służb ratunkowych.

Zgłoszenie o zdarzeniu wpłynęło na policję około godziny 3.40. To mieszkańcy okolicy, słysząc odgłosy awantury i analizując zapis z monitoringu, powiadomili służby. Komenda Powiatowa Policji w Mielcu potwierdziła, że doszło do interwencji w związku ze zdarzeniem.

Sześciu poszkodowanych obcokrajowców

Według ustaleń lokalnych mediów poszkodowanych zostało sześciu mężczyzn, wszyscy cudzoziemcy. Są to: 31-letni i 33-letni obywatele Gwatemali, 23-letni obywatel Salwadoru, 26-letni obywatel Hondurasu, 23-letni obywatel Wenezueli oraz 25-letni obywatel Kolumbii.

Z relacji świadków oraz osoby, która poinformowała redakcję o zdarzeniu, wynika, że napaść miała wyjątkowo brutalny przebieg. Podczas ataku miały padać groźby pozbawienia życia, poszkodowani mieli być bici butelkami po głowie, a część z nich miała zostać wepchnięta do rowu, gdzie agresja była kontynuowana.

Co widać na nagraniu

Przebieg zdarzenia miały zarejestrować kamery monitoringu, a nagranie trafiło do sieci. Widać na nim grupę napastników, z których część ma zasłonięte twarze, atakującą leżących już mężczyzn.

Na zarejestrowanym materiale sprawcy rozbijają butelki na głowach ofiar, kopią leżących w twarz, siadają na pokrzywdzonych i okładają ich pięściami. Gdy któryś z zaatakowanych próbuje wstać, dostaje kolejny kopniak. Na nagraniu słychać też wykrzykiwane po polsku wyzwiska o charakterze rasistowskim, odnoszące się do pochodzenia i koloru skóry ofiar.

W jednym z momentów jednemu z mężczyzn udaje się wyrwać i rzucić do ucieczki. Biegnie z uniesionymi rękami, jednak napastnicy szybko go doganiają, zadają mu cios butelką w głowę, po czym spychają do rowu, gdzie atak jest kontynuowany. Na nagraniu widać również, że obok przechodzą ludzie i przejeżdżają samochody, a mimo to nikt nie reaguje.

Trzeba zaznaczyć, że powyższy opis odnosi się do treści krążącego w sieci nagrania oraz relacji świadków. Dokładna liczba napastników oraz pełen przebieg zajścia są wciąż przedmiotem policyjnych ustaleń i wymagają procesowej weryfikacji.

Policja bada możliwy motyw etniczny

Osoba zgłaszająca sprawę twierdzi, że atak mógł mieć podłoże etniczne. Według jej relacji podczas napaści pod adresem cudzoziemców miały padać obraźliwe i wulgarne określenia odnoszące się do ich narodowości oraz koloru skóry.

Na obecnym etapie nie wiadomo jednak, czy taki motyw zostanie potwierdzony przez prowadzone czynności. To dopiero będzie przedmiotem ustaleń śledczych. Jeśli rasistowskie tło ataku się potwierdzi, sprawcom mogą grozić surowsze konsekwencje, ponieważ polskie prawo przewiduje zaostrzoną odpowiedzialność za przestępstwa popełnione z powodu przynależności narodowej, etnicznej czy rasowej pokrzywdzonego.

Mieszkańcy mają dość. List otwarty w sprawie Tropicany

Sprawa przelała czarę goryczy mieszkańców osiedla Rzochów, którzy od dłuższego czasu skarżą się na uciążliwość działającego w pobliżu klubu. Życie w sąsiedztwie Tropicany to, jak relacjonują, ciągłe zmaganie z hałasem i agresją.

Po ostatnim zdarzeniu mieszkańcy opublikowali list otwarty, w którym domagają się interwencji władz i nagłaśniają sprawę w mediach. W mocnych słowach pytają, czy reakcja nastąpi dopiero wtedy, gdy ktoś zginie. Jak zwracają uwagę lokalni dziennikarze, klub funkcjonuje mimo licznych wyroków oraz mandatów za zakłócanie porządku.

Skala problemu ma swoje odzwierciedlenie w statystykach. Od początku roku policja odnotowała w tym rejonie jedenaście interwencji związanych z Tropicaną, choć dotyczyły one głównie zakłócania ciszy nocnej i porządku publicznego.

Organizator zaprzecza

Do sprawy odniósł się organizator imprezy. W przesłanym redakcji stanowisku poinformował, że podczas wydarzenia, które odbywało się 19 czerwca od godziny 21:00 do 20 czerwca do około 3:30, nie odnotowano żadnych zdarzeń odpowiadających opisowi brutalnej napaści.

Organizator podkreślił, że bezpieczeństwa uczestników pilnowało dwunastu wykwalifikowanych pracowników ochrony, a do organizatora nie zgłoszono żadnych przypadków agresji wobec osób innej narodowości ani pobicia. Zaznaczył również, że nie posiada informacji od policji czy służb ratunkowych, które potwierdzałyby takie zdarzenia, a organizowane od pięciu lat wydarzenia mają charakter otwarty i integracyjny, gromadząc gości różnych narodowości.

Co dalej

Sprawa pozostaje w toku. Policja prowadzi czynności zmierzające do ustalenia wszystkich uczestników zajścia oraz pełnych okoliczności ataku. Na obecnym etapie wiele informacji opiera się na relacjach świadków, zgłoszeniu oraz nagraniu z monitoringu i wymaga procesowej weryfikacji.

O kwalifikacji prawnej czynów, w tym o ewentualnym uznaniu rasistowskiego motywu, zdecydują prokuratura i sąd na podstawie zgromadzonego materiału dowodowego. Jeżeli relacje świadków się potwierdzą, może to być jedno z najpoważniejszych zdarzeń w tej okolicy w ostatnich miesiącach.

DOWIEDZ SIE WIECEJ:
Zapłacili profesjonaliście za rodzinną sesję fotograficzną 1000 zł. Zdjęcia jakie dostali były szokujące
Zapłacili profesjonaliście za rodzinną sesję fotograficzną 1000 zł. Zdjęcia jakie dostali były szokujące
Lewandowscy w Mediolanie jak na wybiegu. Nie obyło się bez złośliwości
Lewandowscy w Mediolanie jak na wybiegu. Nie obyło się bez złośliwości