Anonimowy donos postawił na nogi straż miejską w Bogatyni. Chodziło o 12-letniego chłopca, który sprzedawał lemoniadę w pobliżu szpitala. Interwencja przybrała jednak zupełnie nieoczekiwany obrót, gdy funkcjonariuszki poznały powód zbiórki. Zamiast mandatu czy upomnienia chłopiec doczekał się reakcji, która wzruszyła całe miasto.
Dyżurny straży miejskiej w Bogatyni otrzymał anonimowe zgłoszenie o chłopcu sprzedającym lemoniadę w okolicy szpitala. Na miejsce skierowano patrol, który potwierdził, że za stoiskiem siedzi 12-letni Fabian.
Wszystko było jak należy
Funkcjonariuszki zastały chłopca prowadzącego sprzedaż w uporządkowany, przemyślany sposób. Fabian miał rękawiczki i jednorazowe kubki, a całość prowadził zgodnie z zasadami higieny. Strażniczki zapytały go o pochodzenie lemoniady oraz o powód, dla którego ją sprzedaje.
To właśnie ta odpowiedź zmieniła ton całej interwencji. Chłopiec wyznał, że zbiera pieniądze na książki do szkoły.
Nieoczekiwana decyzja patrolu
Zamiast zakończyć sprawę służbowo, funkcjonariuszki postanowiły zadziałać inaczej. Wezwały na miejsce dodatkowy patrol, a następnie całą jednostką złożyły się i wykupiły od chłopca lemoniadę.
Jak relacjonowała w rozmowie z Polsat News strażniczka Aleksandra Furmantowicz, postawa Fabiana po prostu je urzekła. Tłumaczyła, że nie mogły podejść do sprawy wyłącznie służbowo, dlatego zdecydowały się pomóc chłopcu w taki sposób, by interwencja przebiegła prawidłowo, a jednocześnie żeby mógł zebrać pieniądze na książki.
Straż miejska zwróciła uwagę, że nie istnieją przepisy, które wprost regulowałyby tego typu sąsiedzkie, dziecięce inicjatywy. Przy okazji zaapelowano jednak do rodziców o nadzór nad takimi działaniami.
"Bałem się mandatu"
Sam Fabian, który w przyszłym roku rozpocznie szóstą klasę, przyznał, że na widok nadjeżdżającego radiowozu poczuł niepokój. Obawiał się, że może dostać mandat. Szybko jednak okazało się, że strażniczki były dla niego bardzo miłe.
Babcia chłopca potwierdziła, że Fabian regularnie w ten sposób pomaga w domowym budżecie. Mama 12-latka była z kolei wzruszona postawą funkcjonariuszek i ich podejściem do całej sytuacji.
Interwencja, która zaczęła się od anonimowego donosu, zakończyła się więc w sposób, jakiego nikt nie mógł przewidzieć. Zamiast kłopotów chłopiec zyskał wsparcie, a historia z Bogatyni stała się dowodem na to, że służbę można pełnić z sercem.